Friday, September 18, 2015

Chapter Two: Deadly Discoveries.

 16 marca 2015r.

      Minutę później Pan Synder odbiera telefon i rozmawia z sekretarką. Wiedziałam, że to mój tata, więc musiałam szybciej porozmawiać z Carter. „Słyszałaś coś?” Zapytała, kiedy podeszłam do niej. Pokiwałam głową i odeszliśmy od tłumu w kąt.

  „Pisałam mojemu tacie i to była moja sąsiadka, Panna Jones. Ona nie żyje,” poinformowałam ją. Pokiwała głową. Panna Jones pracowała jako recepcjonistka w gabinecie doktora w mieście. Była dość miłą kobietą, chociaż nie rozmawiałam z nią wiele. Normalnie, jest w pracy, więc jej nie widzę zbyt często, nawet jeśli jest moją sąsiadką.

        „Więc, nie żyje? Dlaczego? Była koło trzydziestki, nie?” Spytała Carter, przetwarzając co jej powiedziałam. Pokiwałam głową. Coś złego musiało jej się stać jeśli nie żyje. Widziałam ją niedawno kiedy biegała i była wtedy w formie. „Myślisz że była chora na jakąś chorobę lub miała zawał serca, czy coś?”

        „Nie sądzę tak,” powiedziałam, strzelając z kostek. To jest coś co robię, kiedy myślę. „Mój tata powiedział, że Panna Jones została zamordowana. Nie umarła, lecz została zabita. To nie brzmi jak z przyczyn naturalnych dla mnie.”

        Słyszę dzwonek telefonu, który zaraz milknie i głos Pana Syndera niebawem następuje. „Cora, Twój tata jest tutaj aby Cię odebrać,” powiedział do mnie. Odwrócił się do Pana Stylesa. „Spójrz, ciągle jesteśmy uwięzieni, więc muszę pilnować reszty kasy. Mógłbyś pójść z nią do sekretariatu, zamiast mnie?”

        Pokiwał głową i obróciłam się w stronę Carter. „Zamierzam dowiedzieć się co jej się stało. Napiszę do Ciebie, jeśli będę wiedziała coś nowego. Od tego momentu nie mów nikomu co się dzieje. To nie jest nikogo interes.”

        „To nie jest także Twój interes, ale wątpię że Cię zatrzymam,” powiedziała z uśmiechem. Robię głupią minę do niej i idę w kierunku drzwi, gdzie czeka na mnie Pan Styles.

        "Musze Cię odprowadzić,” powiedział, jak do niego podeszłam. Pokiwałam głową i wyszłam z klasy wraz z nim. „Więc, masz jakiś pomysł co mogło się stać. Pomyślałem że z dużą ilością ambulansów i blokowaniem szkoły musi być coś poważnego.”

        To nie jest moja rola, aby mu lub komuś powiedziała ale to jest ekscytujące bycie jedyną która wie. Nie, że jest ekscytujące że ktoś został zabity. Może to nie jest tak ekscytujące po wszystkim. „Więc moja sąsiadka jak widać nie żyje. Więc nie dokładnie martwa, ale zabita.”

        Pokiwał głową w zaskoczeniu, jego oczu był lekko szerokie. „To jest pewnie spokojne miasteczko,” opowiedział z niskim gwizdem. „Przepraszam, to nie była prawdopodobnie … dobra rzecz do powiedzenia. Jest mi przykro słyszeć o Twojej sąsiadce. Wiesz dokładnie co się stało?”

        Wzruszyłam lekko ramionami. „Nie wiem. Nie znałam jej tak dobrze. Może dostaniemy więcej wiadomości wieczorem.”

        Przybyliśmy do sekretariatu i zobaczyłam mojego tatę, niemal łysego i wymęczonego czekającego na mnie. Zobaczył mnie i uśmiechnął się lekko i ja też. „Myślę, że możesz być zabrana stąd. Mam nadzieje że zobaczę Cię jutro z powrotem na zajęciach,” powiedział Pan Styles. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.

        „Do zobaczenia, Panie Styles,” odpowiedziałam, dając mały salut palcami. Śmiał się z tego. To jest trochę słodkie jak on się śmieje. Jak się uśmiecha to widać mu dołeczki.

        "Proszę nie nazywaj mnie 'Pan Styles', prawdopodobnie jesteśmy w tym samym wieku. Nazywaj mnie Harry, tylko nie przed Brianem,” powiedział, używając pierwszego imienia Snydoga. Pokiwałam głową po raz kolejny i odwrócił się kierując się w stronę klasy.

        Weszłam do sekretariatu, gdzie mój tata czekał abyśmy już wyszli. „Gotowa?” Spytał.

      „Tak.” Wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy w stronę jego furgonetki, która stała w pętli autobusowej. „Więc o co chodzi? Co się stało Pannie Jones? Dlaczego musiałam opuścić szkołę?”

        Westchnął lekko i podrapał się po tyle głowy, ostatnie miejsce z włosami. „Dobrze wygląda na to że ktoś włamał kiedy była w domu i wyszedł stamtąd. Miała dwie rany postrzałowe w klatce piersiowej, ale to jest wszystko co powinnaś wiedzieć. Ale znasz Sarah, prawda? Kobietę która przychodzi i sprząta czasami, kiedy ona jest w pracy.”

        Nie musiałam odpowiadać na żadne pytanie mojego taty. On zawsze wiedział co bym powiedziała. Myślę, że to po prostu sprawia, że czuje się lepiej, aby potwierdzić to sam. „Dobrze jakkolwiek, spałem wcześniej i usłyszałem krzyk, głośny jak syreny i wstałem i wyjrzałem przez okno. Co mogłem zobaczyć? Sarah, przebiegała przez trawnik krzycząc 'krwawe morderstwo'. Założyłem jakieś spodnie i wybiegłem z domu i ona powiedziała że Claire nie żyje.”

        Westchnął ponownie i pokiwał głowa jak zaczął prowadzić ciężarówkę. Mój tata jest kierowcą ciężarówki, więc śpi w dzień i rozwozi dostawy w nocy. „To jest szalone. Jakkolwiek, chciałem Cię odebrać, więc usłyszałaś to ode mnie pierwsza. Chciałem sprawdzić czy jest okej ze wszystkim.”

       „To nie jest tak że ja ją znałam,” powiedziałam, wyglądając przez okno. „Idziesz dzisiaj wieczorem do pracy? Jesteś prawdopodobnie cały dzień na nogach.”

        „Zadzwonię i powiem że jestem chory. Dam sobie wolne, więc każdy będzie mógł przetworzyć co się dzieje. Nie mogę w to uwierzyć. Prawdopodobnie policja będzie tam jeszcze, przeglądając jej rzeczy i grunt. Mówię ci, co Sarah mi powiedziała, więc policja może mieć inne zdanie."

        Kontynuowaliśmy krótką dwu minutową jazdę w ciszy i wtedy wjechaliśmy na podjazd. Była tam policja wokół domu Clarie Jones i moja ciekawość natychmiast się obudziła. To jest czas aby zrobić własne małe śledztwo, może.

        „Myślę, że zobaczę Sarah tutaj!” Skłamałam mojemu tacie, kiedy wysiadałam z auta. „Idę się upewnić że ma się dobrze.”

        „Dobrze, ale bądź ostrożna. Nie zawracaj głowy żadnemu policjantowi i nie zbliżaj się do tego domu,” ostrzegł mnie. Nie sprawdził się czy Sarah jest aktualnie tutaj więc poszłam w kierunku miejsca popełnienia zbrodni.

        Jest tłum ludzi z sąsiedztwa rozmawiający każdy z każdym i próbujący otrzymać odpowiedzi. Wtopiłam się w tłum i szukałam kogoś choć trochę znajomego. Kogoś kto miał by już trochę informacji. Kogoś kto by plotkował. Przeskanowałam tłum po raz kolejny i moje oczy spoczęły na kimś kogo potrzebowałam.

        „Panna Beth!” Zawołałam jak znalazłam się bliżej jej. Próbowałam wywołać kilka łez ale niestety nie jestem tak utalentowana i musiałam zrobić bardzo smutną twarz.

        "Oh, Cora kochanie, jest mi tak przykro! To jest tragiczne co się wydarzyło. Claire była tak młoda,” powiedziała. Panna Beth jest w później czterdziestce. Pracuje jako kasjerka w małym spożywaczaku i ma dość całkiem dobrą smykałkę do dramatyzowania, zwracając się na dość poważne sytuacje w telenoweli jej życia.

        Pokiwałam głową w poparciu. „Nie mogę uwierzyć cokolwiek co tutaj się wydarzyło… wydarzyło. Wiesz co tam się stało?”

        „Cóż, nie wiem czy powinnam mówić…” Powinnam jest kompletnie inną sprawą. Ona chciała. Wszystko co muszę zrobić jest zachęcanie jej i stanie się wylewna.

        „Wiem, wiem. Jest trudno aby o tym rozmawiać. Każdy będzie wkrótce wiedział, chciałam to usłyszeć od właściwej osoby. Panna Jones była taką miłą kobietą. Krążą pogłoski, że to na pewno się szybko się rozpowszechni. Powinnam słuchać prawdy, tak przypuszczam.” Kładę głowę w dłoniach i pociągając nosem trochę.

        Bierze przynętę i przytula mnie, głaszcząc moje plecy. „Była uprzejma, nieprawdaż? Zasługujesz by poznać prawdę. Nie powinnam chcieć być jedną która rozpowszechnia to, więc obiecaj że zatrzymasz to dla siebie?”

        Podniosłam głowę i pokiwałam. Szanse są że powie mi prawdę. Panna Beth może być plotkarą, ale jej informacje są zawsze rzetelne. Ona sprawdza źródła przed tym jak powie to światu.

        „Cóż, każdy mówi jak ona była w domu i ktoś się do niego włamał, napad swego rodzaju. Oni nie wiedzieli że ona tam była. Potem było trochę walki i Claire została postrzelona dwa razy. To jest to co policja mówi wszystkim.” Przestała i przysunęła się trochę bliżej, jej głos zniżył się do szeptu.

        „Słyszałam inny sposób. Mojego siostrzeńca dziewczyny ojciec pracuje w departamencie policji jak widzisz i oni wyczuli, ze jest coś nie tak z popełnieniem zabójstwa. Podobnie jak to było w napadzie. Nic nie zostało wzięte z tego "napadu", a to po prostu tak wyglądało podejrzanie. Co oni myślą to to, że ktoś, kogo znała miał przyjść i ją zamordować, a następnie przedstawić to żeby wyglądało że to było przypadkowe włamanie, które poszło nie tak", powiedziała bez tchu.

        „Co sprawia, że myślisz tak? Dlaczego oni nie powiedzieli nikomu o tym?” Jeśli to jest prawda, to zmienia wiele. Teraz będzie wiele pytań w około tego miasteczka. Panna Jones była przyjaciółką wielu osób. Każdy mógł być w tym miejscu i o tym czasie.

        Panna Beth pokiwała głową. „Nie wiem jeszcze wiele, obawiam się. Widocznie, nie powiedzą nam prawdy ponieważ nie chcą zniszczyć tropu zabójcy. Chcę żeby go znaleźli. Tylko pomyśl, to mógłby być ktoś z tego tłumu … Daje dreszcze, nie?"

        Spojrzała wokół wściekle, przypatrując się każdemu tutaj. „Nie martw się, kochanie. Idź do domu i miej spokojną noc i tylko relaks. Nie martw się tym wszystkim.”

        „Dziękuje za informacje Panno Beth. Czuje się lepiej znając prawdę.” Pokiwała swoją głową, zdając sobie sprawę, że dobrze zrobiła mówiąc mi to. Zostawiłam ją i wróciłam do własnego domu. Starałam się dojrzeć co policja robi ale nie wiele zobaczyłam. Kilka z nich siedziało w swoich autach a inni opierali się na nich. Aktualnie, prawie nikogo nie było w domu.

        Może powinnam zrobić własne śledztwo.

1 comment:

  1. Bardzo ciekawy rozdział. Ciekawie się zapowiada i na pewno zostane stałym czytelnikiem :)
    http://living-in-the-lie.blogspot.com/

    ReplyDelete

Dziękuje za poświęconą minutę i przeczytanie. Na komentarze odpowiadam pod nimi.