Friday, October 30, 2015

Chapter Eight: Party Palooza.

20 marca 2015r.
        „Nie chcę wychodzić z Justinem i jego kilkoma lamerskimi przyjaciółmi. To nie jest jak impreza, impreza. Mogę być w stanie znieść to, ale jest to jedna z tych nudnych rzeczy, gdzie wszyscy siedzą i nic nie robią." Mówię szyderczo. Carter mimo to wciąż się uśmiecha, jej ręka wisi przez okno.
        „Daj temu szansę. Może nauczysz jak się rozjaśnić trochę." Zajeżdżamy przy krawężniku w pobliżu starego domu tuż przy kampusie Naz. To jeden z tych domów, że kilka osób mieszka w jednym pokoju i nigdy nie przeszkadzało, aby go czyścić.
        Samochód Heidi jest już na podjeździe i drzwi są otwarte. Carter i ja wchodzimy oraz zapach dymu automatycznie uderza mnie. Słychać śmiech i wkrótce widzę Heidi opierając się o ladę, uśmiechając się. Justin jest obok niej, jego ramię jest wokół niej, po drugiej stronie innych trzech chłopaków.
        Carter wchodzi przede mną, a wszystkie oczy skierowane są na nią. Ona jest przebojową osobowością, to na pewno. Jej skóra to kremowy średni brąz z piwnymi oczami, które mogą łatwo powalić mężczyznę. Jej włosy to ciemny brąz w ciasnych lokach, które są zupełnie nieosiągalne. Częściej niż realizowałam byłam potwornie zazdrosna o nią.
        „Czekaliśmy na Was,” mówi Heidi spiesząc się do nas. Carter uśmiecha się i podążamy za nią, obok chłopców do salonu. Oszczędzili swoje spojrzenia na mnie, ale ich oczy utrzymywały się na Carter. Tak jak ja nie chcę, patrząc na mnie, czuję ukłucie zazdrości na wszystkie uwagi Carter dostaje bez próbowania.
        Każdy z nas usiadł na kanapach, Carter, Heidi, i ja na jednej, Justin, chłopiec o imieniu Kyle z drugiej strony, i chłopiec nazywany Lancem siedzi na podłodze. Mają piwo i inny alkohol na zewnątrz, mimo że żadna z nas dziewczyn nie jest na tyle stara. Nie, dlatego, że każdy się o to martwi.
       Siedzimy wokół i pijemy, śmiejąc z niczego. Naprawdę nie bawię się tak świetnie, ale zabiera moje myśli od wszystkiego innego, które realizuję nie mogą być złą rzeczą. „Jestem znudzona," Carter powiedziała, kładąc ją drink. Aż chcę przypomnieć jej, że powiedziałem to byłoby nudne, zdecyduję, że to byłoby bezcelowe i pozostaję cicho.
       „Masz na myśli coś śmieszniejszego?" Pyta Kyle, machając brwiami. Jego blond włosy wpadają na czoło w uroczy sposób. Ale po prostu patrząc na niego widać, że jest bardzo bezczelny. Carter przewraca oczami. „Co?  Czy kiedykolwiek słyszałaś o siedem minut w niebie?"
        "Jesteś dwunastolatkiem?" Pyta, unosząc brew. Śmiejemy się na jego koszt, ale on po prostu wzrusza i trzyma jego spokojne spojrzenie na Carter. „Co dalej będzie kręcenie butelki? Prawda czy wyzwanie?"
        Pochyla się na kanapie i bliżej Carter. „Ty boisz się trochę wyzwań? Myślisz, że sobie nie poradzisz?" Ona przewraca oczami ponownie i pochyla się do niego, przyciskając usta do jego ust. Ręce umieszcza za jego głowę, utrzymując go w jej zasięgu. W końcu odchyla się od niego, pozostawiając go bez tchu i rumieniącego.
        Wszyscy śmieją się z niego, jak jego twarz świeci się w dużym uśmiechem. „Nie jest źle. Kto następny?" Wszyscy znów się śmieją, a jego oczy lądują na mnie. Jego szeroki uśmiech zamienia się złośliwy, kiedy skanuje mnie. „A ty? Chcesz usiąść tutaj?"
        Kyle klepie jego kolana i wszyscy znowu się śmiejemy. Wstaję i tam chór ‘oohs’. Staram się pójść w ślady Cartera i przewracam oczami. „Nie pochlebiaj sobie. Mam zamiar iść siusiu", mówię, nie zważając na tłum ‘gwizdów’. Jeden z chłopców mówi mi, będę musiała skorzystać z toalety na piętrze. A ja kieruje się w kierunku schodów.
        To drewniane i skrzypiące i zajmuje mi chwilę, aby wejść. Ja lekko kołyszę się z boku na bok od alkoholu, mając nadzieję, że nie spadnę. Są tu tylko dwie pary drzwi i widzę toaletę przez jedne z nich. Odległy dźwięk śmiechu przepływa przez moje uszy z podłogi pode mną.
        Zamykam drzwi i robię swoje sprawy. Kiedy kończę działalność myję ręce i wycieram je w ręcznik. Słyszę dźwięk skrzypienia tuż za drzwiami. Nie ruszam się przez sekundę. Oni próbują mnie przestraszyć? Oni wszyscy zamiar wyskoczyć na mnie, prawda?
        Przed tym jak mogę kontemplować bardziej otwierają się drzwi, a ja niemal wyskakuję z mojej skóry. Harry stoi w drzwiach, patrząc na mnie z niezwykłą nutą zamieszania, kiedy się odwracam, jestem pewna. „Dlaczego jesteś... W moim domu?" Harry pyta, drapiąc się trochę po głowie.
       „Mieszkasz tu?" Pytam, chcąc się bardzo mylić teraz. Czy Harry mieszka z Justinem? Myślę, że tu nie byłam tutaj za dużo razy, ale Heidi była i nigdy o nim nie wspominała. Kiwa głową i patrzy na mnie, czekając na wyjaśnienia, dlaczego tu jestem. „Justin spotyka się Heidi. Niektórzy z nas są na dole."
        On kiwa głową trochę. "Czy normalnie przychodzisz tutaj? Przyjmują ludzi czasem. I naprawdę nie zawsze sprawdzam, kto to jest. Nie jestem w bliskich relacjach z Justinem czy Kyle lub Lancem. Potrzebowali czwartą osobę do płacenia czynszu za dom i miałem gotówkę i potrzebowałem miejsca na pobyt. Jestem na strychu. "
        Wskazuje i widzę małą szafkę na suficie. Sięga na małym skoku i przesuwa drzwi, pociągając w dół ściąganą drabinę. „Czy mogę pooglądać tam?" Pytam, moje słowa są nieco pogrubione przez alkohol.
        „Tak, śmiało. Będę się za sekundę, ale poszedłem do łazienki nie bez powodu", mówi z uśmiechem. Uśmiecham się do tyłu, śmiejąc się głośniej niż miałam na myśli, że wyjdzie. Pokiwał głową i przesunęłam się z jego drogi, wchodząc po drabinie. Byłam bliska upadku kilka razy, ale w końcu to zrobiłam.
        Jest to dość mały pokój z ciemną drewnianą podłogą. Ma materac na ziemi z białą pościelą i wzorem pawia na kołdrze. Jest tam telewizor na podłodze naprzeciwko materaca z filmami ułożonymi wokół niego. Istnieje niewielka półka na ścianie obok krzesła i małe okno z widokiem na podwórko. Na półce nie ma aktualnych książek, tylko elementy dodatkowe.
        Położyłam się na materacu czekając na jego powrót. Pokój obraca lekko wokół mnie i próbuje zamknąć oczy, by go zatrzymać. To tylko pogarsza. Kiedy otwieram oczy widzę jak Harry patrzy na mnie, lekko przechylił głowę i uśmiechając się. „Czy pokój kręci się także dla Ciebie?" Pytam, wracając do pozycji siedzącej.
      „Myślę, że jesteś po prostu pijana," Harry mówi, siadając obok mnie. Kręcę głową, wypuszczając kolejny śmiech, który jest zbyt ścierny. "Tak, jesteś zdecydowanie pijana."
        ,„Dlaczego nie zejdziesz na dół i nie bawisz się z nami? A może chcesz usłyszeć więcej o moim dochodzeniu?" Pytam, pochylając się bliżej niego. "Zrobiłam więcej dochodzenia, wiesz. Jestem bardzo dobra w tym, tak myślę."
        "Myślę, że jesteś moim uczniem i nie powinienem być wokół ciebie, gdy jesteś pijana," mówi. Nie odciąga mnie od siebie. Uśmiecham się trochę i moja ręka kładę na jego ramię. Jego zęby przygryzają wargę nieznacznie. Kusi mnie, aby pobyt tutaj, ale wtedy przypominam sobie, że jest w rzeczywistości moim nauczycielem, a ja nie chcę być tym powodem, aby go wyrzucono.
        "Jak chcesz". Udaje mi się przesunąć się w górę, a potknęłam się do drabiny. Słyszę jego miękki chichot za sobą i czuje, że uśmiech rozkwita na mojej twarzy. Wyjście tutaj może mieć dodatkowe korzyści.

Thursday, October 22, 2015

Chapter Seven: Doctor Dull.

20 marca 2015r.

    „Więc, wychodzisz z nami dzisiaj wieczorem, tak?” Spytała mnie Carter, wyciągając mnie z mojej bańki. Bezcelowo się bawiłam się moim rock hard quesadilla. Jak bardzo się chcę to zobaczyć co jest w środku, nie robię tego. Wiem, że nie będę w stanie nic zjeść przez resztę dnia, jeśli to zrobię.

     Wzruszyłam ramionami i Carter pozwala sobie na głośny jęk i Heidi marszczy brwi. „Ty nigdy nie robisz nic zabawnego z nami. I nie masz wcale żadnej wymówki. Przynajmniej kiedy wywijamy się z czegoś to z powodu tego że ja pracuję czy Carter ma utwór. Wszystko co robisz to pójście do domu i bycie znudzoną.”

        „To nie prawda,” powiedziałam w mojej obronie, ale ona miała rację. Normalnie to jest to co robię. Ale ostatnio jestem zajęta i one nie chcą mi wierzyć. „Lubię być w domu. Mogę zobaczyć mojego tatę.”

        „Nie, możesz zobaczyć jego śpiącego. Daj spokój, wiesz że by się nie przejął tym że wyszłaś na noc. To zrobi Tobie dobrze. Obiecuje, jeśli spędzisz tam godzinę i wciąż będziesz to nienawidziła wtedy pozwolę iść Ci do domu,” powiedziała Carter, próbując mnie zaszantażować. Będzie musiała się postarać bardziej.  

        „Albo po prostu nie pójdę i zaoszczędzę sobie podróż.” Heidi westchnęła i Carter spojrzała z rozczarowaniem skierowanym na mnie. Nienawidzę kiedy ona to robi. Wolałabym sobie nie poradzić z żadną z nich będącą na mnie złą, a więc zaczynam ustępować. „Stoi. Jedna godzina. To jest to.”

        Carter uśmiechnęła się na Heidi. „Wiedziałam że przyjdzie.” Szydzę z nich obu i wracam do podnoszenia mojego jedzenia, jak one poruszają rozmowę o czymś innym. Część mnie chce po prostu odpocząć i przyłączyć się do nich, ale jestem zbyt niespokojny.

        Nerwowość trzyma się mnie przez resztę dnia. Moje kolano odbija w górę i w dół, jak siedzę na rachunku różniczkowym, moje oczy patrzą się na plansze zegara. Nie wiem, dlaczego jestem tak zdenerwowana. Nie będę robić nic złego. Tylko zadam Doktorowi Becker kilka pytań. Co w tym złego?

        Jaka jest intencja za tym? Bo nawet jeśli jest, to nie taka zła. Ale może to być postrzegane jako śmieszne. To byłoby kłopotliwe, jeśli okazało się to. Nikt nie chciałby mi uwierzyć. Najprawdopodobniej będę wyśmiewana. Nazywana kłamcą albo po prostu głupią nastolatką. Nie chcę czuć się głupia.

        Zadzwonił dzwonek i wstałam z mojego siedzenia wprost do mojego następnego w pracowni chemicznej. Carter podążą, przechodząc obok mojego stolika. „Możesz mnie podwieźć wieczorem? Tylko odbierz mnie o ósmej", mówi. Przed tym jak mogę wyrazić sprzeciw ona jest na swoim miejscu.

        Pan Snyder zaczyna w końcu mówić o czymś lub innym czymś, a my bazgrzemy notatki z PowerPoint. Staram się, aby moje myśli skupiały się wyłącznie na tym, ale nadal zastanawiam się, a moje obawy pogłębiają się. One nie są nawet prawdziwymi lękami. Są to fałszywe obawy. Tworze je po prostu aby wciąż się martwić, tak przynajmniej mi się wydaje. Czy to normalne?

        Zaczynamy od pracy w książkach w czasie ostatniej części zajęć. Zamiast rozwiązywać równania, jednak wykorzystuje czas aby spisać pytania które może chcę dzisiaj zadać w gabinecie lekarskim. Pan Snyder i Harry chodzą po klasie, aby odpowiadać na pytania.

        Byłam myślami nie obecna, aż wróciłam do żywych przez głos. „Potrzebujecie pomocy?" Harry stoi obok mnie, patrząc na Jacoba i mnie. Jacob kręci głową i Harry patrzy na mnie. Kręcę głową i staram się ukryć papiery, na których pisałam pytania.

        On czeka kolejne sekundy przed przejściem do następnego stolika. Nadal jestem zakłopotana tym, że widział jak wczoraj płaczę. Nie mam odwagi, by dać jakichkolwiek wyjaśnienia. A ja jestem zbyt przerażona, aby powiedzieć coś jeszcze do niego. Ja po prostu czekam, aż mi coś powie. Jeśli to zrobi.

       To zupełnie inna lista obaw, na którą nie mam czasu na zajmowanie się teraz. Patrzę na otwartą książkę przed sobą. Powinnam się martwić o coś, co wszyscy inni. Chemia.

 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

        „Doktor Becker będzie z Tobą za minutę", Pani Chapman mówi do mnie. Uśmiecham się i oglądam jak wychodzi, zamykając drzwi. Ponieważ te gabinet lekarski jest tak mały i nie ma wielu ludzi, którzy przychodzą tutaj, rzeczywiście Doktor prowadzi rzeczy takie jak bilanse, podczas gdy w innych przychodniach miałyby zrobić to pielęgniarki.

        To jest dobre w tym sensie, że lekarz ma bliższe relacje z pacjentem, ale może to przysporzyć nieco nerwów. Czekam cierpliwie na powleczonej ławce i rozglądam się po pokoju. Jest ogromne lustro za mną, waga po stronie biurka, wykres oka i pomiar rzecz na ścianie.

        Dobre dwie minuty później Doktor Becker wchodzi. On nie jest bardzo stary, prawdopodobnie po czterdziestce. Jego twarz nie ma za bardzo zmarszczek, ale on ma smugę siwych włosów na jego ciemnych. Patrzy na mnie przez okulary i z uśmiechem. „Cora. Minęło trochę czasu odkąd tu byłaś."

        „Tak. I pomyślałam, że powinnam trochę się sprawdzić ", mówię, mając nadzieję, że nie słyszę moje serce uderza młotkiem przez moje żebra. On kiwa głową, trzymając jego uśmiech. „Pamiętam, że ostatni raz kiedy tu byłam, Panna Jones też była. Nie cierpię igieł i musiała dać mi zastrzyk. Zrobiła to dużo łatwiej dla mnie."

        To nie jest tak naprawdę kłamstwem. To zabawne, myślałam, że nie znał jej, że dobrze, ale bardziej mi przychodziło, tym bardziej pamiętałam. To prawie czuje jak bym mogła poskładać, kim jest jako człowiek, jak gdybym naprawdę ją znała.

        Doktor Becker kiwa głową trochę. „Ona zawsze była dobra z uspokajania ludzi," mówi. Nie mówi w sympatyczny i dobry rodzaj pamięci. Wystarczy stanowczo. "A może zaczniemy badania fizyczne?"

        Skinęłam głową, a on mi kazał wstać i podejść, aby zmierzyć mój wzrost. Zdjęłam swoje buty i on mnie mierzy. „W jaki sposób każdy tutaj radzi sobie bez niej? Jestem pewna, że brakuje jej obecności znacznie. Wiem, że ona i Pani Chapman były dobrymi przyjaciółkami."

        „Jest inaczej, ale my trzymamy się. Każdy jest wykruszony ale próbujemy zrobić dla niej. Jesteś 5'4 1/2* nadal. Za późno na zrywu wzrostu myślę. Masz osiemnaście lat, tak?" Skinęłam głową i odsunęłam się od ściany i skali.

        Miałam nadzieję na nieco więcej informacji, nawet po prostu mógł powiedzieć, że każdy za nią tęskni. Wszystko co dostaję jest profesjonalna odpowiedź jednak jakby mieli nadrobić jej nieobecność w godzinach, a nie w osobowości. Chciałam się dowiedzieć nieco więcej o tym, kim była tutaj.

        „Jak długo ona tutaj pracowała?” Pytam. On nie spogląda z wagi jak przeciąga ciężarki wokół.

        „Och, nie za długo. Myślę, że to było około pięciu lat czy jak," mówi, tak stanowczo, jak wcześniej. Oni współpracowali przez pięć lat, a on wydaje się, że on mówi o kimś, kogo ledwo znał. „Ważysz 124,4 funtów**. Gotowa na badanie wzroku?"

        Czuję się nieco rozczarowana jego odpowiedzią, więc jestem cicha przez chwilę. Tylko mamy małą rozmowę, jak robi badanie wzroku i dotyka moje palce oraz wykonuje kilka innych prostych testów. On skończył swoją pracę jak ja zadałam jeszcze jedno pytanie. "Czy będziesz na pogrzebie w niedzielę?"

        „Czy to jest wtedy? Nie słyszałem, że jeszcze. Postaram się uczestniczyć, jeśli to możliwe. Wiesz, Cora, wydajesz się bardzo... Rozdarta na ten temat. Mogę polecić Ci kogoś, aby porozmawiać, jeśli chcesz", mówi, odwracając się i patrząc mi w oczy.

        Kręcę głową. „To dobrze, ale dziękuję za propozycję. Byłam po prostu ciekawa, jak wy wszyscy tu trzymacie się, widząc, jak ona ściśle współpracowała ze wszystkimi," jąkałam się. On zdaje się nie zauważyć. On kiwa głową trochę i idzie jeszcze coś powiedzieć, ale ktoś puka do drzwi.

        „Wejdź,” woła. Drzwi się otwierają, ujawniając Panią Chapman. Uśmiecha się do mnie i odrobina jego pozostaje, jak ona mówi do doktora Beckera.

        „Jack i Cory przyszli ze szkoły,” mówi, używając imion jego dzieci bliźniaków. Oni mają około siedmiu bądź ośmiu lat, tak myślę. „Powinnam pozwolić im poczekać w poczekalni czy w Twoim gabinecie?”

        „Niech się pobawią w poczekalni. Będę się za minutę." Nieśmiały uśmiech pozostaje na jej twarzy, kiedy odwraca się i wychodzi. On Patrzy na drzwi, aż się zamkną i nagle on się staje o wiele bardziej interesujący. „Cóż, uważam, że jest to. Mimo, że jesteś w potrzebie jeszcze jednego zastrzyku, tak mi się wydaje. Czy chciałbyś zrobić to teraz lub zapisać się na później?"

        „Później,” mówię pospiesznie. „Wolałbym zrobić to później."

        Kiwa głową i wręcza mi wyniki badań. Z uśmiechem i skinieniem głowy idę do drzwi. Widzę jak Pani Chapman gra z Jackiem i Corym. Tak, myślę, że coś ciekawego dzieje się w tym biurze.


*  około 165 cm 
** około 57 kg. 

Saturday, October 17, 2015

Chapter Six: Crying Cronies.

19 marca 2015r.
     Szkoła przebiegała jak zazwyczaj, ale byłam nieobecna przez większość dnia. Nie zadałam sobie trudu aby pójść na lunch, mówiąc Carter i Heidi że muszę ponownie zdać test. Kiedy naprawdę byłam w środku pustej sali muzycznej, pisząc notatki na temat wszystkiego czego się dowiedziałam do tej pory. Co mogę powiedzieć, że lubię być zorganizowana i oprócz tego nie chcę zapomnieć wszystkiego.
        Podczas ósmej lekcji unikałam rozmawiania o głupiej imprezie, która będzie jutro i próbowałam nie patrzeć na Harry’ego zbyt bardzo. Po ostatniej nocy, wiem że uważam go za interesującego i jest słodki… Ale nie chcę dodawać odwagi tym uczuciom.
        Teraz jestem w drodze do gabinetu Doktora Beckera. Zamierzam umówić się na wizytę, więc będę mogła z nim porozmawiać na osobności i nie będzie to wyglądało zbyt ogólnikowo. To nie jest tak że mogę wejść i przesłuchać go na temat jego zmarłej sekretarki.
        Jestem w biurze w ciągu dziesięciu minut i widzę jedną z pielęgniarek odbijającą się od recepcji do eskortowania pacjentów z powrotem do różnych pomieszczeń, starając się utrzymać inne zajęte pielęgniarki, pomagając im. Rozpoznałam ją jako Terry Chapman, oddziałową pielęgniarek. Jej mąż jest burmistrzem, ale nie zwracam tak dużej uwagi na lokalną politykę, więc się tym nie przejmuje.
        Ona daje mi zmęczony uśmiech jak podchodzę do biurka. „Cześć, jak mogę Ci pomóc?” pyta mnie. widzę sińce pod oczami, zagęszczony warstwą korektora, który jest zbyt lekki dla jej odcienia skóry.
        „Czy mogę się umówić na bilans?” spytałam. Klikała przez kilka stron na jej komputerze. „Każdy czas jaki jest dostępny jest dla okej dla mnie. Wiem że jest małe zamieszanie tutaj czasami i że jest sezon alergii.”
        „Nie martw się o to,” powiedziała, dając mi kolejny uśmiech. „Co powiesz na jutro około czwartej po południu?”
        To idealnie dla mnie. daje mi wystarczająco czasu aby wrócić do domu i spiskować moją strategię i pytania przed tym jak tu przyjdę. Pokiwałam głową. „Yeah, odpowiada mi to.”
        Zapisała mnie w komputerze i wtedy robię moją drogę z biura do samochodu. Teraz nadszedł czas, aby wybrać się do matki Claire Jones, Pani Dunphy.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
        Kiedy Claire przeprowadziła się tutaj po rozstaniu z Robertem, jej matka przeprowadziła się do miasta wraz z nią. Jej ojciec umarł kilka miesięcy przed tym i widocznie jej matka pomyślała że ona potrzebuje kogoś, kto by był z nią. Przynajmniej to jest to co powiedziała mi Panna Beth. Nie było trudno znaleźć dom Pani Dunphy. Wszystko co musiałam zrobić to znaleźć ją online i boom, to tam było.
        Był tutaj stary Volkswagen na podjeździe. Jej dom był średni i dość stary. Prawdopodobnie było taniej wprowadzić się do nieco zaniedbanego domu, kiedy przeprowadzasz się przez stany. Zaparkowałam na poboczu ulicy i podeszłam do wejściowych drzwi. Wszystkie odcienie są rysowane, więc nie mogę powiedzieć, gdzie ona może być w domu.
        Zadzwoniłam dzwonkiem i po minucie było słychać jakieś odgłosy przemieszczania się po domu. Drzwi otworzyła tęga kobieta, która wydaje się być w jej połowie lat sześćdziesiątych. Jej szaro białe włosy były zaplecione w długiego francuskiego warkocza i miała na sobie białą koszulę nocną z czarnym szlafrokiem na niej.
        „Znam Cię? Jeśli chcesz coś sprzedać, nie jestem zainteresowana,” powiedziała, patrząc na mnie. chociaż się wydaje że jest zwykle tętniącą życiem kobietą, ale kto teraz wie.
        „Nie, nie sprzedaje niczego. Jestem, um, Cora Hamilton. Jestem, cóż, byłam sąsiadką Claire. Jesteś Pani Dunphy, prawda? Chciałam z Tobą porozmawiać osobiście, złożyć uszanowania. Nie mogę wyobrazić przez co musisz przechodzić teraz,” powiedziałam szczerze. I to, co mówię, też.
        Popatrzyła na mnie po raz kolejny przed jak się przemieściła, wpuszczając mnie do środka. Weszłam do jej domu i zaprowadziła mnie do małego salonu. Siadam na jednym z dużych krzeseł i siada naprzeciwko mnie na kanapie. "Jak dobrze znałaś Claire?"
        „Nie tak dobrze jak chciałam, ale rozmawiałam z nią często,” powiedziałam. To było kłamstwo, ale miłe więc nie sądzę, że to się naprawdę liczy. „Ona była taka miła i hojna. I tak dobrze radziła sobie ze wszystkimi dziećmi w gabinecie lekarskim."
        Pani Dunphy pokiwała głową z zamknięciem jej oczu. „Ona zawsze kochała dzieci, zawsze chciała być matką. Szkoda, że nigdy tak naprawdę nie była. A teraz, szumowina jest z powrotem w mieście ..." jej oczy stały się ciemne, a ona potrząsa głową z powrotem dalej. „On próbuje zaplanować pogrzeb jakby mu zależało, choć on ma nową żoną i wszystko."
        „Dlaczego on się na to sprowadza? Claire nigdy za dużo o nim nie mówiła, a jeśli to nie było czułe.” Wygląda na to że mamusia nigdy nie akceptowała męża Claire.
        Westchnęła i trzymała głowę w swoich rękach. „On po prostu szuka zamieszania. Jestem pewna, że Melody chciała zejść chociaż. Wiem, że chciał, aby mogła mieć jak najwięcej czasu z Claire. Tak się martwię o jej pobyt z Robertem ...”
        Melody. To musi być ich córka! „Czy ona zamierza być na pogrzebie?” Pani Dunphy pokiwała głową. „Kiedy to się odbędzie?”
        „W niedzielę o pierwszej w St. Vincent’s. ona zawsze chciała wrócić do Kościoła, ale nigdy tego nie zrobiła. Wiele rzeczy ona nigdy nie zrobi…”
        Ona szlocha znowu i wydaje się być w innym świecie winy i bólu. Rozglądam się po pokoju i widzę kwiat wszędzie. Jestem pewna, że ma mnóstwo żywności również. Pani Dunphy wygląda jakby była poddawana torturom i żałuję, leżąc z nią i oddanie jej przez to ponownie.
        „Powinnam pójść, ale dziękuje za spotkanie. To wiele znaczy, Pani Dunphy.” Dałam jej mały uśmiech i ona zrobiła to samo, odprowadzając mnie do drzwi znowu. Nie mogę wyobrazić jaka będzie na pogrzebie. To jest bolesne.
        „Proszę nazywaj mnie Lily. Do zobaczenia w niedziele, Cora” powiedziała jak wychodziłam. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową i zobaczyłam jak jej oczy stają się szklane. Wreszcie skręciłam i poszłam prosto do samochodu. Jechałam w stronę domu.
        Czuje się okropnie po wizyci u niej i  tak naprawdę nie osiągnęłam wiele. Czuję się nieczuła i po prostu brzydka za wykorzystanie jej i leżenie na niej praktycznie bez powodu. Aż chcę rozwiązać morderstwo Claire, nie chcę ranić innych w procesie. Może odgryzłam więcej niż mogę żuć.
        Jak tylko wjechałam na moją ulicę, moje myśli muszą odparować. Postać stoi u moich drzwi i puka, ubrana w czerwone polo i czarne spodnie. Samochód dostawczy Pizza Hut stoi na moim podjeździe. Harry?
        Trąbie jak jestem blisko, a on odkręca i macha z uśmiechem. Podjeżdżam, a on podchodzi. "Zapomniałem wziąć kurtki ostatniej nocy," wyjaśnia. Kiwam głową i wysiadam z samochodu i idę w kierunku domu. "Wszystko w porządku?"
        „Yeah?” pytam zdezorientowana jak wkładam klucze do zamka i przekręcam. Spoglądam na niego, a on daje mi zaciekawione spojrzenie. „Dlaczego? Coś się stało?”
        „Nie, jesteś po prostu… Płaczesz,” stwierdza. Przekręcam głowę na trochę bok i wycieram łzy z policzków. Rzeczywiście są mokre i śliskie od łez. Nie pamiętam, kiedy zaczęłam płakać, ale musiałam. Nie sądziłam, że przejęłam się Lily, ale myślę, że widząc starszych ludzi smutnych to jest zbyt dużo dla mnie. Może jestem trochę bardziej emocjonalna.
        „Nie zauważyłam. Dziwne,” powiedziałam mając nadzieje że to zostawi. Weszłam do środka i on czekał na progu kiedy brałam jego kurtkę. Była pod stolikiem. Wziełam ją i podeszłam do niego.
        Jestem okrpnym kłamcą kiedy to liczy wiec nie byłam zdziwiona kiedy on wciąż patrzył na mnie dziwnie. „Zawsze zaczynasz płakać i nie zdajesz sobie z tego sprawy?” spytał. Zaśmałam się lekko z niego, ale wciąż nie spotkałam się z jego oczami.
        „Myślę, że jestem po prostu trochę dziwna.” Zachichotał lekko ze mnie i uśmiechnął się z powrotem. „Teraz musisz już iśc, masz pizzę do rozwiezienia.”
        Uśmiechnął się i pokiwał. „Okay, ale nie próbuj znowu płakać, dobra? Nie lubię widzieć jak mili ludzie płaczą.” Wyciągnął swoją dłoń i pogłaskał mnie po ramieniu, uspokajający gest. Staram się nie rumienić się jak uśmiecham trochę.
        "Da się zrobić", mówię. Uśmiecha się jeszcze raz, a następnie zdejmuje. Chowm się do środka, próbując zetrzeć głupi uśmiech z mojej twarzy.
        Nagle nie pamiętam dlaczego byłam smutna na pierwszym miejscu.

Sunday, October 11, 2015

Chapter Five And A Half.

18 marca 2015r.
      Jest prawie 10 i właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem głodna. Otworzyłam lodówkę i zobaczyłam miesięczne resztki i westchnęłam. Jak bardzo nie chciałam zamawiać pizzy znowu. Naprawdę nie chciałam jeść paskudnych rzeczy, cokolwiek to miało być.
    Oni mogą nie dowieść, ponieważ jest blisko do zamknięcia, ale warto spróbować. Zadzwoniłam i na szczęście ktoś odebrał i złożyłam zamówienie. Mała pizza z serem i serowe pieczywo* jest tym, czego potrzebowałam, naprawdę.
         Przez następne 15 minut kontynuowałam badania o Robert'cie Jonesie i kim on naprawdę jest. Wreszcie usłyszałam pukanie do drzwi i poszłam, aby otworzyć. Kiedy otwierałam drzwi byłam zaskoczona widząc Harry’ego stojącego tutaj, z pizzą w ręku.
         „Widzę, że nie możesz się mną nacieszyć,” powiedział z bezczelnym uśmiechem. Przewróciłam oczami na niego, ale jego uśmiech pozostał. On zamierza zmoknąć, bo zaczyna znowu padać. A ja jestem kuszona, aby czekać na niego zewnątrz w ulewie.
         „Nie wydaje mi się, że ty jesteś tym, który śledzi mnie,” powiedziałam z podniesieniem jednej brwi. „Powinieneś wejść do środka, jeśli nie chcesz zmoknąć znowu. Muszę wziąć pieniądze.”
         Pokiwał głową i wszedł do środka, kładąc jedzenie. Weszłam do kuchni i on czekał na mnie tam gdzie był, rozglądając się wokół małego salonu. „Jesteś sama?” Spytał. Patrzyłam wszędzie, próbując przypominając gdzie mogłam je ostatnio położyć.
         „Tak. Mój tata jest kierowcą ciężarówki, więc jestem sama przez większość czasu,” odpowiedziałam. Gdzie ja położyłam tą dwudziestkę? Przysięgam, że kładłam ją na blacie tylko pięć minut temu.
         „Co z Twoją mamą?” Spytał. I w końcu zauważyłam, że pieniądze były zasypane szkolnymi papierami na stole, który jest mniej więcej wykorzystywany jako miejsce nauki dla mnie. Idę z powrotem do Harry'ego z pieniędzmi w ręku.
         „Rozwiedzeni. Żyje w Nowym Jorku teraz i czasami jadę tam lub ona przyjeżdża tutaj,” powiedziałam jak wręczałam pieniądze Harry’emu. Pokiwał głową i wziął pieniądze. Jego oczy błąkały się do mojego laptopa gdzie miałam otworzoną stronę o Robercie Jonesie. „Kontynuuje moje poszukiwania.”
         Pokiwał głową i zwrócił uwagę na mnie. „Ah, prawda, Twoje śledztwo w sprawie morderstwa. Jak idzie? Znalazłaś coś interesującego do tej pory?”
         Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się lekko. „Może opowiem Ci o tym później. Prawdopodobnie chciałeś iść już do domu, pracujesz odkąd wyszedłeś ze szkoły.”
         „Kilka minut mnie nie zbawi,” powiedział. „Oprócz tego, że każdy poszedł do domu i  jest zamknięte. Muszę tylko odstawić samochód i powiedzieć mojemu przyjacielowi aby mnie odebrał. Mogę zostać i posłuchać przez chwilę.”
         Jestem lekko niezdecydowana w pierwszym momencie. Posiadanie jego, siedzącego w moim salonie ze mną sprawia że czuje się lekko … źle. Jest praktykantem, moim nauczycielem, praktycznie. Nawet jeśli jesteśmy w tym samym wieku… „Jeśli nie czujesz się komfortowo z tym, mogę po prostu wyjść. Byłem tylko ciekaw tego wszystkiego.”
         „Nie, nie, jest w porządku. Upewnijmy się, że nikt nie będzie wiedział o tym, okej? Myślę że nie chciałbyś być wyrzucony ze szkoły,” powiedziałam jak usiadłam na kanapie.
         Zachichotał lekko i usiadł obok mnie. „Nie, nie całkiem. Więc co znalazłaś do tej pory?”
         Nie jestem pewna co on oczekuje z mojej historii, ale był pochłonięty moim każdym słowem. Siedzieliśmy około godziny, jedząc pizzę i mnie mówiącą mu o tym co się dowiedziałam. Włamanie do domu Claire, policji i ich zmyślonej historyjce, spotkaniu Roberta Jonesa. Nie było wiele w tym temacie, ale wystarczająco aby sprawić żebym się bała co naprawę się tam wydarzyło.
         „Czy aktualnie myślisz że ten facet zamordował swoją byłą żonę?” Spytał Harry wpatrując się w ścianę. Wzruszyłam lekko ramionami i przechyliłam się lekko. „Mam na myśli … Czy on wyglądał na osobę którą zobaczyłaś w domu?”
         Obrócił się i spojrzał na mnie. Jego oczy były naprawdę zielone i widziałam najmniejszy ślad troski w nich. „Nie jestem pewna. Musiałam patrzeć na niego. I na policję. Musi być jakieś połączenie pomiędzy nimi. Czuję że tak jest.”
        „Tylko… Nie oskarżaj nikogo jeśli nie jesteś pewna,” powiedział poważnie. „Zwłaszcza policje. To jest poważne. Naprawdę, naprawdę poważne.”
        Pokiwałam głową i oparł się z powrotem o kanapę z uśmiechem od serca. „Kiedy o tym mówiłaś wcześniej… Nie myślałam że to będzie jak to. Wszystko… poważne.”
        „Wciąż mi wierzysz?” Spytałam, pełna nadziej, że tak. To było by miłe jeśli mogłam powiedzieć jednej osobie o tym. Pokiwał głową.
        „Tak.” Popatrzył znowu na mnie i przez sekundę patrzyliśmy na siebie. Moje oczy patrzyły w tę i z powrotem, próbując skupić się tylko na jednym z jego. Zaczyna opierać się lekko i czuję, że popadam w nie, moje oczy zamykają wbrew mojej woli.
        Wtedy przypominam swoje miejsce i zatrzymuje się, odchrząkując. „Więc, um, dziękuje za wysłuchanie tego, chyba.”
        Wrócił do wszystkich uśmiechów, kiedy wstawał. „Nie ma problemu. Z przyjemnością bym wysłuchał więcej, jeśli znajdziesz coś nowego. Tylko bądź ostrożna, okay?” Pokiwałam moją głową i on uśmiechnął się znowu. Patrzyłam jak wychodzi i czułam nerwy w żołądku.
        Może powinnam zacząć zamawiać pizzę częściej.

 * w oryginale jest cheesy bread więc pewnie chodziło o jakiś chleb opiekany serem. 

Friday, October 9, 2015

Chapter Five: A Rainy Reunion.

 18 marca 2015r.
        Jestem szczególnie podenerwowana czekaniem na dzwonek. Zostało 5 minut do końca lekcji i każdy siedzi i rozmawia, ale jestem zbyt rozkojarzona. Czekałam cały dzień, aby szkoła się skończyła abym mogła poszukać więcej o Panu Jonesie. Jest w mieście dla pogrzebu. I to jest właśnie odpowiedni czas abym poznała go i resztę rodziny Panny Jones. Po pierwsze muszę znaleźć gdzie się zatrzymał.
        „Cora? Słuchałaś mnie, co do Ciebie mówiłam?” Spytała mnie Carter. Zwróciłam na nią uwagę i pokiwałam głową, ale oczywiście ona mi nie wierzyła. Nie byłam, ale nadal jestem nieco dotknięta tą sprawą z wczoraj, więc naprawdę nie obchodzi mnie to. Ona przewraca oczami na mnie. „Co ja właśnie powiedziałam wtedy?"
        „Nie mogę sobie przypomnieć aż tak daleko,” narzekałam. Skrzyżowała swoje ramiona i westchnęła. „Powiedz cokolwiek, co powiedziałaś znowu.”
        „Powiedziałam, że powinnaś wyjść z Heidi i mną w piątek. Justin robi imprezę. Będzie zabawa, tylko przyjdź,” powiedziała. Justin jest chłopakiem Heidi, który chodzi do Naz. Ona wie, że nie naprawdę nie lubię imprez, więc kiedy jęknęłam ona była już przygotowana. „To nie jest nawet duża impreza, tylko kilka osób.”
        Znowu jęknęłam i przechyliłam się do tyłu na moim stole. „To jeszcze gorsze. Zamierzają być jak pijani piętnastoletni ludzie, którzy myślą, że są cool, ale aktualnie wyglądają jak idioci. I będę musiała z nimi rozmawiać lub będę się nudzić i milczeć przez kilka godzin.”
        „Jeśli dasz temu szansę, możesz mieć aktualnie zabawę,” powiedziała Carter. Moje oczy pozostawały na wskazówkach zegarka jak był co raz bliżej i bliżej żeby wybić godzinę trzecią.
        „Wątpię,” wymamrotałam jak przewiesiłam torbę przez moje ramię. Podążyła za mną jak szłam do drzwi, gotowa zostawić jak szybko to możliwe. „Prawdopodobnie zamierzam zrobić kilka rzeczy. Może następnym razem.”
        „Zawsze to mówisz!” Skomlała. Wzruszyłam ramionami i popatrzyłam z powrotem na zegarek. „Chodź, tylko pomyśl o tym przynajmniej. Możesz wziąć jedną noc wolną od bawienia się w detektywa i mieć zabawę ze swoimi przyjaciółmi.”
        „Oh zamknij się. Jestem w tym dopiero przez dwa dni i nie ‘bawię się’ w detektywa. Jestem poważna o tym,” nalegałam. Ona zaśmiała się ponownie. Dzwonek zadzwonił i wyszłam szybko przez drzwi ignorując Carter jak za mną wołała. Kocham ją, ale żałuje że nie mogła być czasami poważna.
        Nie zajęło mi długo czasu aby dostać się do domu, ale nie planowałam zostać. Jak tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam tatę siedzącego na kanapie i czekającego na mnie. „Jestem zaskoczona że już wstałeś,” powiedziałam jak położyłam torbę na podłodze. Wstał i podszedł do mnie.
        „Próbuje upchnąć kilka dodatkowych kursów, żeby dostać dodatkowe pieniądze. Zamierzam mieć dzień wolny w niedzielę, więc myślę że mogliśmy zrobić coś razem,” powiedział ze wzruszeniem ramionami. Pokiwałam głową i on się uśmiechnął, całując czubek mojej głowy. „Nie wrócę do jutra rana. To jest długa podróż tym razem.”
        „Bądź ostrożny!” Powiedziałam mu jak wychodził. Pokiwał głową i oglądałam jak zostawia mnie. Zadecydowałam że potrzebuje dostać nowych informacji, więc wzięłam kluczyki do auta i wyszłam, patrząc na ciemne chmury nade mną.
        Dobrą rzeczą o życiu w mieście jest to że wszystko czego potrzebujesz jest w zasięgu spaceru, ale kiedy zamierza padać, muszę zrezygnować z tego luksusu. Dostanie się do małego spożywaczaka zajmuje tylko około minuty.
        Jak tylko weszłam do środka, poszłam prosto do sekcji deli. Panna Beth stała i patrzyła wokół znudzona do póki nie zobaczyła mnie. Jej uśmiech powiększył się jak zawołała mnie. „Hej Panna Cora! Co robisz tutaj dziewczyno? Mój telefon mi mówi że zamierza zaraz padać, więc się lepiej pospiesz!”
        Też się do niej uśmiechnęłam jak podeszłam do lady. „Musiałam tylko to zrobić w ostatniej chwili biegu tutaj. Aktualnie mam do Ciebie pytanie,” powiedziałam, obniżając swój głos. Ona pochyla się przez ladę. "Wpadłam na kogoś interesującego wczoraj. Pana Jonesa. Był przed domem Claire".
        Oparła się z powrotem, kręcąc głową. „Mmm, Panna Cora, nie zaczynałam by z nim. Wiesz czemu byli w separacji? On nad sobą nie panował, krzyczał i krzyczał na nią cały czas. Chociaż ona go kochała cały czas, nawet kiedy on miał inną dziewczynę na boku.”
        „Naprawdę?” Spytałam. To bardzo jest interesujące. „Kiedy go spotkałam był bardzo płaski, wiesz? Nie był bardzo żywy. Wiesz z kim się widział?”
        „Nie wiem zbyt wiele o tym, ale mam go w dobrej opinii, że on ją wciąż widział. Nie bądź zaskoczona jeśli przywiezie ją do miasta też. Nigdy nie miał sensu lub sympatii. Przyrzeknij mi że nie będziesz się kręcić wokół niego, okay? On nie jest w porządku,” powiedziała, patrząc na mnie uważnie.
        „Oczywiście nie. Byłam tylko ciekawa niego, to wszystko,” powiedziałam jej. Pokiwała głową i powiedziałam jej do widzenia jak wychodziłam. Jak tylko znalazłam się na zewnątrz byłam niesamowicie zadowolona z mojej decyzji o tym żeby jechać autem. Tylko jak przeszłam przez ulewę zmoczyłam swoje jeansy i również byłam szczęśliwa że założyłam żółty płaszcz przeciwdeszczowy, który okrywał większość mnie.
       W czasie krótkiej drogi domu przejechałam obok szkoły i zobaczyłam kogoś idącego w deszczu, używającego kurtki aby zakryć papiery i segregator. Spojrzałam trochę bliżej i zobaczyłam, że to Harry. Zwolniłam i wjechałam na parking, jadąc bliżej niego. Zatrąbiłam i on odwrócił się, patrząc na mnie.
        Otworzyłam okno pasażera. „Potrzebujesz podwózki?” Spytałam. Pokiwał głową i przebiegł do mnie szybko, wsiadając do samochodu i zamykając okno. „Dlaczego szedłeś? Nie masz samochodu?”
        „Nie mam wystarczająco pieniędzy,” powiedział, wstrząsając włosami, jak robi to większość psów. Więcej wody rozprysnęło się wokół. „Przepraszam za to. Tak, normalnie jeden z moich przyjaciół mnie odbiera ale dzisiaj się nie pojawił dla kilka przyczyn. Mogłaś by mnie podwieźć do Pizza Hut?”
        „Okay, to w porządku. Jesteś już przesiąknięty,” powiedziałam śmiejąc się trochę z niego. Śmiał się też i spojrzał na siebie.
        Reszta drogi była dość cicha, włączając w to jego palce walące o jego nogi i on nucił jak wyglądał przez okno. Nie zajęło dużo czasu by dostać się do Pizza Hut i on wysiadł szybko. „Dziękuje, i um, może nie mów o tym nikomu? Brian już mi dał kilka rozmów na temat nie rozmawiania do uczniów poza klasą i chciałbym zostać jako asystent przez resztę semestru.”
        „Nie martw się o to,” zapewniłam go. Pokiwał głową i wysiadł z furgonetki. Wciąż padało ale on stał w deszczu i gadał.
        „Wciąż chciałbym usłyszeć co znalazłaś do tej pory, a propos,” powiedział. On znowu był zmoczony jak stał i czekał na moją odpowiedź.
        „Jak tylko wydostaniesz się z deszczu,” powiedziałam śmiejąc się z niego. Pokiwał i uśmiechnął się. Wtedy zamknął drzwi i wbiegł do środka. Zaśmiałam się znowu i pojechałam z powrotem do domu. Harry nie jest taki zły. Nie mogę się doczekać aż on skończy z byciem nauczycielem, więc moglibyśmy być przyjaciółmi.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
        Sześć godzin później odkryłam kilka nowych rzeczy. Nawet jakbym musiała obniżyć dokładność mojego wzroku przez patrzenie na ekranie laptopa nie zatrzymując się, ale to było warte.
        Po pierwsze, przeczytałam oficjalny raport policji na temat Claire Jones. Oświadczyli, że sprawa jest w toku. Przyczyna: Rozbój poszedł nie tak, jak powiedziała Panna Beth. Policja krążyła w domu około godziny, w których widziałam Szeryfa Statona jak wszedł na chwilę. Rozmawiał z kimś przez telefon, patrząc zmartwiony i potem wyszedł.
        Następnie, szukałam coś na temat Roberta Jonesa. Jest pracownikiem budowlanym, który żyje w Ohio, czyli tam gdzie żyła z nim Claire do póki się nie rozwiedli i przeprowadziła się do Pensylwanii, obok mnie. Ich córka ma siedem lat i przez większość czasu mieszka z Robertem.
        Pogrzeb wygląda jakby on pomagał go planować wraz z matką Claire i siostrą. Nie mogłam znaleźć więcej o nim, więc będę musiała porozmawiać z nim juto. Również zamierzam umówić się z doktorem. Potrzebuje poznać z kim pracowała, jak również Doktora Beckera.
        W zasadzie mam dużo pracy przez następne dwa dni, ale mogę to zrobić i może nawet wyjdę z Carter i Heidi w piątek. Może. 

Friday, October 2, 2015

Chapter Four: Suspicious Spouse.

17 marca 2015r.

        „Okay, więc mogłam zrobić coś naprawdę głupiego poprzedniej nocy,” powiedziałam Carter jak szłyśmy przez korytarz. Spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami, nie biorąc tego na poważnie. Normalnie, po prostu nie robię złych rzecz, więc pewnie myśli, że to coś jest liche. „Poszłam do domu Panny Jones.”

       Był moment ciszy przed tym jak zaczęła się śmiać. Zmarszczyłam brwi jak zaczęła mówić. „Totalnie nie wierzę Ci. Ty? Włamująca się do kogoś domu? Zwłaszcza w nocy? Mogłabyś być zbyt przestraszona, aby to zrobić. Nie ma mowy, że ty mogłaś się włamać do domu, w każdym razie.”

       „Mogłam! I zrobiłam!” Powiedziałam w defensywie, chociaż praktycznie nie włamałam się, bo drzwi były akurat otwarte. Carter wciąż się śmiała i zaczynałam być lekko zła. „Jestem poważna! Poszłam tam zobaczyć coś. Ktoś tam był i chodził tam.”

       „Wiesz, co? Pozwolę Ci zachować żart. Mówmy, że naprawdę włamałaś się do domu Panny Jones i ktoś tam był. Co zobaczyłaś, kiedy tam byłaś? Kto był tą osobą? Duch Panny Jones?”

        Nie przejmowałam się jej głupotą czy jej pogardami, więc je ignorowałam. Wciąż potrzebowałam komuś to powiedzieć, więc kontynuowałam. „Cóż nie widziałam zbyt dużo, ponieważ byłam ledwo w drzwiach i usłyszałam kroki. Schowałam się i ktoś zszedł ze schodów i wyszedł. Nie mogłam zobaczyć, kto to był.”

        „I jak ty dostałaś się do drzwi wejściowych? Nie masz pojęcia jak otworzyć zamek wytrychem.”

        „Były trochę otwarte. Ktokolwiek był na górze otworzył je wcześniej.” Kiedy powiedziałam to na głos, brzmiało to trochę ciężko do uwierzenia i wiedziałam to. Ale Carter powinna mi wierzyć w to. Nie mogłam zmyślić czegoś dla zabawy.

        Carter pokręciła głową lekko. „To jest po prostu zbyt wygodne. Powinnaś popracować nad mówieniem historyjek. Choć, to było trochę zabawne„ powiedziała z uśmiechem. Pokręciłam głową.”
        „Jestem poważna! I kiedy byłam w salonie, znalazłam…”

         „Co znalazłaś?” Nasza inna koleżanka Heidi przemknęła się ukradkiem obok mnie i popatrzyła na nas. Heidi jest najniższa z nas, mierząca około 5’22’* w dobrym dniu. Jej blond włosy zawsze są związane w długim kucyku, dając jej iluzję kilku cali.

       „Cora właśnie mi opowiadała fascynującą opowieść o jej odważnym włamaniu i wejściu do domu zmarłej kobiety!” Powiedziała Carter z udawanym podekscytowaniem. Czułam że się rumienie. „Nie tylko to, ale ktoś jeszcze był tam! Cora, musisz opowiedzieć Heidi o tym wszystkim!”

        Szydziłam z niej i teraz się ze mnie śmieją. Moje miejsce czekało na mnie na chemii. Usiadłam i nie patrzyłam jak Carter wchodzi do sali. Raz jestem wdzięczna że nie siedzę obok niej. Nie mogę zrozumieć dlaczego ona mi nie wierzy. Cóż, chyba że trochę powinna tak zrobić, ale wciąż jestem na nią zła o to.

        Kontynuowaliśmy nasze eksperymenty z wczoraj, ale moje myśli były gdzie indziej. „Gdzie jest roztwór akrylamidu?” Spytał Jacob, przywracając mnie do rzeczywistości. Spojrzałam na nasz stół i nie widziałam tego.

        „Musiałam zapomnieć tego wziąć. Pójdę po to," powiedziałam. Był tam stół z przodu, pełen przyborów z Harrym siedzącym za nim. „Potrzebuje rurki pełnej akrymidu.”

        „Myślę że miałaś na myśli akrylamid,” poprawił mnie. Normalnie przewróciłam by oczami, ale praktycznie on jest moim nauczycielem, więc pokiwałam głową. „Jak poszło śledztwo poprzedniej nocy? Złapałaś już mordercę?”

        Musiał być rozbawiony mną jeśli nie byłam aż w takim złym humorze. Więc nie mogłam przestać westchnienie przed wyślizgnięciem się. „Domyślam się że nie. Również domyślam się dlaczego siedzisz zamyślona przy całej klasie.”

        „Nie byłam zamyślona,” powiedziałam z wydęciem warg, że nie mogę przestać, udowadniając, że w rzeczywistości byłam zamyślona. „I aktualnie moje śledztwo ma się dobrze.”

        „W takim razie gdzie jest problem?” Spytał, przelewając trochę roztworu do mniejszej probówki. Wiem, że to tylko on rozmawia, podczas gdy pomaga, ale mam nadzieję, że może uda mi się powiedzieć mu, co się dzieje, a on mi uwierzy.

        Podniósł wzrok z substancji na mnie. „Problemem jest to że nikt mi nie wierzy w to co znalazłam do tej pory,” powiedziałam. Brzmiałam bardziej rozchwianie niż przepuszczałam. Ale złapałam bardziej jego uwagę. Może tylko dlatego że on nie myśli że mogłam znaleźć coś ważnego.

        Wzięłam roztwór z wyciągniętej dłoni i on westchnął lekko. „Wierzę Ci. Coś znalazłaś?” Właśnie zamierzałam mu powiedzieć, kiedy usłyszałam chrząkniecie za mną.

        „Wracaj do pracy Hamilton,” powiedział Pan Snyder. Zarumieniłam się i pokiwałam głową, wracając do swojego stolika. Oczy dziewczyn z klasy były na mnie, włączając w to Carter, która się uśmiechała. Udawałam że tego nie zauważyłam.

        „Masz?” Zapytał Jacob kiedy wróciłam z naszym roztworem. Pokiwałam głową i kontynuowaliśmy eksperyment.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

        Powrót do domu był normalny. Jakby to powiedzieć, cichy. Pusty. Normalnie tata nie wychodzi tak wcześnie. Ale zostawił notkę na kuchennym blacie mówiącą mi że dostał wcześniej telefon i zostawił mi pieniądze na zamówienie pizzy, jeśli chce. Położyłam torbę na podłodze i westchnęłam. To wszystko wydaje mi się zrobić. Tylko wzdychanie.

        Wciąż myślałam o poprzedniej nocy i jestem zmuszona aby wyjrzeć przez okno. Odsłaniając zasłony, zobaczyłam dom, który powinien być. Był samochód na podjeździe wraz z policyjnym. Był mężczyzna stojący na zewnątrz rozmawiający wraz z oficerem. Nie mogłam zobaczyć wiele stąd gdzie stałam, ale on wyglądał na mężczyznę z fotografii.

        To musi być jej były mąż! Zastanawiałam się czy mogłabym z nim porozmawiać… Mogłam by się więcej dowiedzieć o Claire Jones i jaką osobą była. On mógłby mi pomóc.

        Usiadłam i patrzyłam przez okno na szeryfa i Pana Jonesa przez 20 minut jak jakiś dziwak. Rozmawiali przez kilka minut i to wydawało się kłótnią, ale się uspokoiło. Po kolejnych pięciu minutach szeryf odjechał i zobaczyłam moją okazje.

        Wyszłam przez boczne drzwi i podeszłam do krawężnika. Zachowywałam się jakby się odwróciłam i poszłam w tą stronę. On nie musiał wiedzieć że czekałam na niego aby był samotny. Szłam bardziej powoli jak podeszłam do domu. „Przepraszam że Cię nie pokoje, ale nie mogłam się powstrzymać ale zauważyłam Cię. Znałeś Claire?” Spytałam, udając moje najlepsze zaniepokojenie.

        „Tak, ja, uh, znałem. Znałem ją przez długi okres czasu,” odpowiedział, jakby trochę wymijająco. Patrzył na dom uważnie. Wreszcie zwrócił swoją uwagę na mnie. „Skąd ją znasz?”

        „Żyję niedaleko. Pomagałam jej w domu kiedy była zajęta w gabinecie Doktora Beckera,” skłamałam. „Przykro mi, nie wierzę ale rozpoznaje Cię skądś. Skąd ją znałeś?”

        Spodziewałem się aby on był trochę bardziej zrozpaczony, czy coś, ale on jest bardzo równy. Nie cofa się do wszystkiego, co mówię. "Byliśmy małżeństwem przez chwilę. Dwanaście lat."

        „Tak, wreszcie Cię skąd rozpoznaje. Ona miała kilka zdjęć Ciebie i małej dziewczynki. Czy to jest Twoja córka?” Pokiwał głową. Myślałam że jak wymienię że ona miała zdjęcia jego mogłoby wybudzić jakąś reakcje. Ale nie dostałam zbyt wiele. „Ona często mówiła o tym że chciała ją widzieć częściej.”

        „Rzeczy się pokomplikowały kiedy się rozwiedliśmy,” powiedział. Każde słowo, jakie wychodziło z jego ust jest głęboko osadzone. „Cóż, powinienem pójść. Było Cię miło poznać … Przepraszam, nie znam Twojego imienia.”

        Nie jestem chętna aby dać moje imię, ale nie mam czasu by wymyślić fałszywe. „Cora Hamilton. A Twoje jest?”

        „Robert Jones. Cóż, było miło Cię poznać panno Cora. Może spotkamy się jeszcze raz kiedy będę w mieście muszę pomóc z pogrzebem,” powiedział. Pokiwałam lekko głową i wymieniliśmy uściski dłoni przed jak wsiadł do samochodu i odjechał. Wróciłam z powrotem do domu.

        Coś jest podejrzane u tego faceta, ale nie mogę położyć na tym ręki. Być może będę musiała szukać dalej do tej organizacji pogrzebu.
        

zdaje mi się, że to 172cm, ale zabijcie mnie jestem słaba z matmy