Friday, October 2, 2015

Chapter Four: Suspicious Spouse.

17 marca 2015r.

        „Okay, więc mogłam zrobić coś naprawdę głupiego poprzedniej nocy,” powiedziałam Carter jak szłyśmy przez korytarz. Spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami, nie biorąc tego na poważnie. Normalnie, po prostu nie robię złych rzecz, więc pewnie myśli, że to coś jest liche. „Poszłam do domu Panny Jones.”

       Był moment ciszy przed tym jak zaczęła się śmiać. Zmarszczyłam brwi jak zaczęła mówić. „Totalnie nie wierzę Ci. Ty? Włamująca się do kogoś domu? Zwłaszcza w nocy? Mogłabyś być zbyt przestraszona, aby to zrobić. Nie ma mowy, że ty mogłaś się włamać do domu, w każdym razie.”

       „Mogłam! I zrobiłam!” Powiedziałam w defensywie, chociaż praktycznie nie włamałam się, bo drzwi były akurat otwarte. Carter wciąż się śmiała i zaczynałam być lekko zła. „Jestem poważna! Poszłam tam zobaczyć coś. Ktoś tam był i chodził tam.”

       „Wiesz, co? Pozwolę Ci zachować żart. Mówmy, że naprawdę włamałaś się do domu Panny Jones i ktoś tam był. Co zobaczyłaś, kiedy tam byłaś? Kto był tą osobą? Duch Panny Jones?”

        Nie przejmowałam się jej głupotą czy jej pogardami, więc je ignorowałam. Wciąż potrzebowałam komuś to powiedzieć, więc kontynuowałam. „Cóż nie widziałam zbyt dużo, ponieważ byłam ledwo w drzwiach i usłyszałam kroki. Schowałam się i ktoś zszedł ze schodów i wyszedł. Nie mogłam zobaczyć, kto to był.”

        „I jak ty dostałaś się do drzwi wejściowych? Nie masz pojęcia jak otworzyć zamek wytrychem.”

        „Były trochę otwarte. Ktokolwiek był na górze otworzył je wcześniej.” Kiedy powiedziałam to na głos, brzmiało to trochę ciężko do uwierzenia i wiedziałam to. Ale Carter powinna mi wierzyć w to. Nie mogłam zmyślić czegoś dla zabawy.

        Carter pokręciła głową lekko. „To jest po prostu zbyt wygodne. Powinnaś popracować nad mówieniem historyjek. Choć, to było trochę zabawne„ powiedziała z uśmiechem. Pokręciłam głową.”
        „Jestem poważna! I kiedy byłam w salonie, znalazłam…”

         „Co znalazłaś?” Nasza inna koleżanka Heidi przemknęła się ukradkiem obok mnie i popatrzyła na nas. Heidi jest najniższa z nas, mierząca około 5’22’* w dobrym dniu. Jej blond włosy zawsze są związane w długim kucyku, dając jej iluzję kilku cali.

       „Cora właśnie mi opowiadała fascynującą opowieść o jej odważnym włamaniu i wejściu do domu zmarłej kobiety!” Powiedziała Carter z udawanym podekscytowaniem. Czułam że się rumienie. „Nie tylko to, ale ktoś jeszcze był tam! Cora, musisz opowiedzieć Heidi o tym wszystkim!”

        Szydziłam z niej i teraz się ze mnie śmieją. Moje miejsce czekało na mnie na chemii. Usiadłam i nie patrzyłam jak Carter wchodzi do sali. Raz jestem wdzięczna że nie siedzę obok niej. Nie mogę zrozumieć dlaczego ona mi nie wierzy. Cóż, chyba że trochę powinna tak zrobić, ale wciąż jestem na nią zła o to.

        Kontynuowaliśmy nasze eksperymenty z wczoraj, ale moje myśli były gdzie indziej. „Gdzie jest roztwór akrylamidu?” Spytał Jacob, przywracając mnie do rzeczywistości. Spojrzałam na nasz stół i nie widziałam tego.

        „Musiałam zapomnieć tego wziąć. Pójdę po to," powiedziałam. Był tam stół z przodu, pełen przyborów z Harrym siedzącym za nim. „Potrzebuje rurki pełnej akrymidu.”

        „Myślę że miałaś na myśli akrylamid,” poprawił mnie. Normalnie przewróciłam by oczami, ale praktycznie on jest moim nauczycielem, więc pokiwałam głową. „Jak poszło śledztwo poprzedniej nocy? Złapałaś już mordercę?”

        Musiał być rozbawiony mną jeśli nie byłam aż w takim złym humorze. Więc nie mogłam przestać westchnienie przed wyślizgnięciem się. „Domyślam się że nie. Również domyślam się dlaczego siedzisz zamyślona przy całej klasie.”

        „Nie byłam zamyślona,” powiedziałam z wydęciem warg, że nie mogę przestać, udowadniając, że w rzeczywistości byłam zamyślona. „I aktualnie moje śledztwo ma się dobrze.”

        „W takim razie gdzie jest problem?” Spytał, przelewając trochę roztworu do mniejszej probówki. Wiem, że to tylko on rozmawia, podczas gdy pomaga, ale mam nadzieję, że może uda mi się powiedzieć mu, co się dzieje, a on mi uwierzy.

        Podniósł wzrok z substancji na mnie. „Problemem jest to że nikt mi nie wierzy w to co znalazłam do tej pory,” powiedziałam. Brzmiałam bardziej rozchwianie niż przepuszczałam. Ale złapałam bardziej jego uwagę. Może tylko dlatego że on nie myśli że mogłam znaleźć coś ważnego.

        Wzięłam roztwór z wyciągniętej dłoni i on westchnął lekko. „Wierzę Ci. Coś znalazłaś?” Właśnie zamierzałam mu powiedzieć, kiedy usłyszałam chrząkniecie za mną.

        „Wracaj do pracy Hamilton,” powiedział Pan Snyder. Zarumieniłam się i pokiwałam głową, wracając do swojego stolika. Oczy dziewczyn z klasy były na mnie, włączając w to Carter, która się uśmiechała. Udawałam że tego nie zauważyłam.

        „Masz?” Zapytał Jacob kiedy wróciłam z naszym roztworem. Pokiwałam głową i kontynuowaliśmy eksperyment.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

        Powrót do domu był normalny. Jakby to powiedzieć, cichy. Pusty. Normalnie tata nie wychodzi tak wcześnie. Ale zostawił notkę na kuchennym blacie mówiącą mi że dostał wcześniej telefon i zostawił mi pieniądze na zamówienie pizzy, jeśli chce. Położyłam torbę na podłodze i westchnęłam. To wszystko wydaje mi się zrobić. Tylko wzdychanie.

        Wciąż myślałam o poprzedniej nocy i jestem zmuszona aby wyjrzeć przez okno. Odsłaniając zasłony, zobaczyłam dom, który powinien być. Był samochód na podjeździe wraz z policyjnym. Był mężczyzna stojący na zewnątrz rozmawiający wraz z oficerem. Nie mogłam zobaczyć wiele stąd gdzie stałam, ale on wyglądał na mężczyznę z fotografii.

        To musi być jej były mąż! Zastanawiałam się czy mogłabym z nim porozmawiać… Mogłam by się więcej dowiedzieć o Claire Jones i jaką osobą była. On mógłby mi pomóc.

        Usiadłam i patrzyłam przez okno na szeryfa i Pana Jonesa przez 20 minut jak jakiś dziwak. Rozmawiali przez kilka minut i to wydawało się kłótnią, ale się uspokoiło. Po kolejnych pięciu minutach szeryf odjechał i zobaczyłam moją okazje.

        Wyszłam przez boczne drzwi i podeszłam do krawężnika. Zachowywałam się jakby się odwróciłam i poszłam w tą stronę. On nie musiał wiedzieć że czekałam na niego aby był samotny. Szłam bardziej powoli jak podeszłam do domu. „Przepraszam że Cię nie pokoje, ale nie mogłam się powstrzymać ale zauważyłam Cię. Znałeś Claire?” Spytałam, udając moje najlepsze zaniepokojenie.

        „Tak, ja, uh, znałem. Znałem ją przez długi okres czasu,” odpowiedział, jakby trochę wymijająco. Patrzył na dom uważnie. Wreszcie zwrócił swoją uwagę na mnie. „Skąd ją znasz?”

        „Żyję niedaleko. Pomagałam jej w domu kiedy była zajęta w gabinecie Doktora Beckera,” skłamałam. „Przykro mi, nie wierzę ale rozpoznaje Cię skądś. Skąd ją znałeś?”

        Spodziewałem się aby on był trochę bardziej zrozpaczony, czy coś, ale on jest bardzo równy. Nie cofa się do wszystkiego, co mówię. "Byliśmy małżeństwem przez chwilę. Dwanaście lat."

        „Tak, wreszcie Cię skąd rozpoznaje. Ona miała kilka zdjęć Ciebie i małej dziewczynki. Czy to jest Twoja córka?” Pokiwał głową. Myślałam że jak wymienię że ona miała zdjęcia jego mogłoby wybudzić jakąś reakcje. Ale nie dostałam zbyt wiele. „Ona często mówiła o tym że chciała ją widzieć częściej.”

        „Rzeczy się pokomplikowały kiedy się rozwiedliśmy,” powiedział. Każde słowo, jakie wychodziło z jego ust jest głęboko osadzone. „Cóż, powinienem pójść. Było Cię miło poznać … Przepraszam, nie znam Twojego imienia.”

        Nie jestem chętna aby dać moje imię, ale nie mam czasu by wymyślić fałszywe. „Cora Hamilton. A Twoje jest?”

        „Robert Jones. Cóż, było miło Cię poznać panno Cora. Może spotkamy się jeszcze raz kiedy będę w mieście muszę pomóc z pogrzebem,” powiedział. Pokiwałam lekko głową i wymieniliśmy uściski dłoni przed jak wsiadł do samochodu i odjechał. Wróciłam z powrotem do domu.

        Coś jest podejrzane u tego faceta, ale nie mogę położyć na tym ręki. Być może będę musiała szukać dalej do tej organizacji pogrzebu.
        

zdaje mi się, że to 172cm, ale zabijcie mnie jestem słaba z matmy

6 comments:

  1. Harry na nagłówku - cud, miód i orzeszki. Rozpływam się! ♥
    No ale do rzeczy.. :)
    _____
    Carter maksymalnie mnie wkurwia.
    Okey, Cora mogła być szarą myszką itp. ale wypadałoby chociaż udawać, że się wierzy. Uh.
    Uhm, Harry. Na razie to tylko akrydmile itp. [boże, jak ja nienawidzę chemii. nawet nie poprawię nazwy tego czegoś chemicznego, bo jej nienawidzę, no.], ale musi się między nimi rozkręcić <3
    I ten tajemniczy Jones, ale ostatecznie 12 lat to szmat czasu, tak sądzę.
    Piątki? Idealnie;)
    Pozdrawiam i życzę miłego tłumaczenia, kochana:)
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuje za miłe słowa <3.
      Lepiej shipuj Corę i Harry'ego!

      Delete
    2. Shippuję! ♥
      Hmm, Carry, Harra? :P
      Może po prostu CoraxHarry ♥ :)

      Delete
    3. myślałam bardziej nad Carry, ale teraz skojarzyłam że jest taki sklep ;d

      Delete
  2. Super rozdział ♥
    Zapraszam do mnie :>
    http://neverbewell.blogspot.de/
    powodzenia w dalszym pisaniu <3

    ReplyDelete
  3. Dziękuje.
    Ale ja tego nie piszę, tylko tłumaczę i publikuję ...

    ReplyDelete

Dziękuje za poświęconą minutę i przeczytanie. Na komentarze odpowiadam pod nimi.