Saturday, October 17, 2015

Chapter Six: Crying Cronies.

19 marca 2015r.
     Szkoła przebiegała jak zazwyczaj, ale byłam nieobecna przez większość dnia. Nie zadałam sobie trudu aby pójść na lunch, mówiąc Carter i Heidi że muszę ponownie zdać test. Kiedy naprawdę byłam w środku pustej sali muzycznej, pisząc notatki na temat wszystkiego czego się dowiedziałam do tej pory. Co mogę powiedzieć, że lubię być zorganizowana i oprócz tego nie chcę zapomnieć wszystkiego.
        Podczas ósmej lekcji unikałam rozmawiania o głupiej imprezie, która będzie jutro i próbowałam nie patrzeć na Harry’ego zbyt bardzo. Po ostatniej nocy, wiem że uważam go za interesującego i jest słodki… Ale nie chcę dodawać odwagi tym uczuciom.
        Teraz jestem w drodze do gabinetu Doktora Beckera. Zamierzam umówić się na wizytę, więc będę mogła z nim porozmawiać na osobności i nie będzie to wyglądało zbyt ogólnikowo. To nie jest tak że mogę wejść i przesłuchać go na temat jego zmarłej sekretarki.
        Jestem w biurze w ciągu dziesięciu minut i widzę jedną z pielęgniarek odbijającą się od recepcji do eskortowania pacjentów z powrotem do różnych pomieszczeń, starając się utrzymać inne zajęte pielęgniarki, pomagając im. Rozpoznałam ją jako Terry Chapman, oddziałową pielęgniarek. Jej mąż jest burmistrzem, ale nie zwracam tak dużej uwagi na lokalną politykę, więc się tym nie przejmuje.
        Ona daje mi zmęczony uśmiech jak podchodzę do biurka. „Cześć, jak mogę Ci pomóc?” pyta mnie. widzę sińce pod oczami, zagęszczony warstwą korektora, który jest zbyt lekki dla jej odcienia skóry.
        „Czy mogę się umówić na bilans?” spytałam. Klikała przez kilka stron na jej komputerze. „Każdy czas jaki jest dostępny jest dla okej dla mnie. Wiem że jest małe zamieszanie tutaj czasami i że jest sezon alergii.”
        „Nie martw się o to,” powiedziała, dając mi kolejny uśmiech. „Co powiesz na jutro około czwartej po południu?”
        To idealnie dla mnie. daje mi wystarczająco czasu aby wrócić do domu i spiskować moją strategię i pytania przed tym jak tu przyjdę. Pokiwałam głową. „Yeah, odpowiada mi to.”
        Zapisała mnie w komputerze i wtedy robię moją drogę z biura do samochodu. Teraz nadszedł czas, aby wybrać się do matki Claire Jones, Pani Dunphy.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
        Kiedy Claire przeprowadziła się tutaj po rozstaniu z Robertem, jej matka przeprowadziła się do miasta wraz z nią. Jej ojciec umarł kilka miesięcy przed tym i widocznie jej matka pomyślała że ona potrzebuje kogoś, kto by był z nią. Przynajmniej to jest to co powiedziała mi Panna Beth. Nie było trudno znaleźć dom Pani Dunphy. Wszystko co musiałam zrobić to znaleźć ją online i boom, to tam było.
        Był tutaj stary Volkswagen na podjeździe. Jej dom był średni i dość stary. Prawdopodobnie było taniej wprowadzić się do nieco zaniedbanego domu, kiedy przeprowadzasz się przez stany. Zaparkowałam na poboczu ulicy i podeszłam do wejściowych drzwi. Wszystkie odcienie są rysowane, więc nie mogę powiedzieć, gdzie ona może być w domu.
        Zadzwoniłam dzwonkiem i po minucie było słychać jakieś odgłosy przemieszczania się po domu. Drzwi otworzyła tęga kobieta, która wydaje się być w jej połowie lat sześćdziesiątych. Jej szaro białe włosy były zaplecione w długiego francuskiego warkocza i miała na sobie białą koszulę nocną z czarnym szlafrokiem na niej.
        „Znam Cię? Jeśli chcesz coś sprzedać, nie jestem zainteresowana,” powiedziała, patrząc na mnie. chociaż się wydaje że jest zwykle tętniącą życiem kobietą, ale kto teraz wie.
        „Nie, nie sprzedaje niczego. Jestem, um, Cora Hamilton. Jestem, cóż, byłam sąsiadką Claire. Jesteś Pani Dunphy, prawda? Chciałam z Tobą porozmawiać osobiście, złożyć uszanowania. Nie mogę wyobrazić przez co musisz przechodzić teraz,” powiedziałam szczerze. I to, co mówię, też.
        Popatrzyła na mnie po raz kolejny przed jak się przemieściła, wpuszczając mnie do środka. Weszłam do jej domu i zaprowadziła mnie do małego salonu. Siadam na jednym z dużych krzeseł i siada naprzeciwko mnie na kanapie. "Jak dobrze znałaś Claire?"
        „Nie tak dobrze jak chciałam, ale rozmawiałam z nią często,” powiedziałam. To było kłamstwo, ale miłe więc nie sądzę, że to się naprawdę liczy. „Ona była taka miła i hojna. I tak dobrze radziła sobie ze wszystkimi dziećmi w gabinecie lekarskim."
        Pani Dunphy pokiwała głową z zamknięciem jej oczu. „Ona zawsze kochała dzieci, zawsze chciała być matką. Szkoda, że nigdy tak naprawdę nie była. A teraz, szumowina jest z powrotem w mieście ..." jej oczy stały się ciemne, a ona potrząsa głową z powrotem dalej. „On próbuje zaplanować pogrzeb jakby mu zależało, choć on ma nową żoną i wszystko."
        „Dlaczego on się na to sprowadza? Claire nigdy za dużo o nim nie mówiła, a jeśli to nie było czułe.” Wygląda na to że mamusia nigdy nie akceptowała męża Claire.
        Westchnęła i trzymała głowę w swoich rękach. „On po prostu szuka zamieszania. Jestem pewna, że Melody chciała zejść chociaż. Wiem, że chciał, aby mogła mieć jak najwięcej czasu z Claire. Tak się martwię o jej pobyt z Robertem ...”
        Melody. To musi być ich córka! „Czy ona zamierza być na pogrzebie?” Pani Dunphy pokiwała głową. „Kiedy to się odbędzie?”
        „W niedzielę o pierwszej w St. Vincent’s. ona zawsze chciała wrócić do Kościoła, ale nigdy tego nie zrobiła. Wiele rzeczy ona nigdy nie zrobi…”
        Ona szlocha znowu i wydaje się być w innym świecie winy i bólu. Rozglądam się po pokoju i widzę kwiat wszędzie. Jestem pewna, że ma mnóstwo żywności również. Pani Dunphy wygląda jakby była poddawana torturom i żałuję, leżąc z nią i oddanie jej przez to ponownie.
        „Powinnam pójść, ale dziękuje za spotkanie. To wiele znaczy, Pani Dunphy.” Dałam jej mały uśmiech i ona zrobiła to samo, odprowadzając mnie do drzwi znowu. Nie mogę wyobrazić jaka będzie na pogrzebie. To jest bolesne.
        „Proszę nazywaj mnie Lily. Do zobaczenia w niedziele, Cora” powiedziała jak wychodziłam. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową i zobaczyłam jak jej oczy stają się szklane. Wreszcie skręciłam i poszłam prosto do samochodu. Jechałam w stronę domu.
        Czuje się okropnie po wizyci u niej i  tak naprawdę nie osiągnęłam wiele. Czuję się nieczuła i po prostu brzydka za wykorzystanie jej i leżenie na niej praktycznie bez powodu. Aż chcę rozwiązać morderstwo Claire, nie chcę ranić innych w procesie. Może odgryzłam więcej niż mogę żuć.
        Jak tylko wjechałam na moją ulicę, moje myśli muszą odparować. Postać stoi u moich drzwi i puka, ubrana w czerwone polo i czarne spodnie. Samochód dostawczy Pizza Hut stoi na moim podjeździe. Harry?
        Trąbie jak jestem blisko, a on odkręca i macha z uśmiechem. Podjeżdżam, a on podchodzi. "Zapomniałem wziąć kurtki ostatniej nocy," wyjaśnia. Kiwam głową i wysiadam z samochodu i idę w kierunku domu. "Wszystko w porządku?"
        „Yeah?” pytam zdezorientowana jak wkładam klucze do zamka i przekręcam. Spoglądam na niego, a on daje mi zaciekawione spojrzenie. „Dlaczego? Coś się stało?”
        „Nie, jesteś po prostu… Płaczesz,” stwierdza. Przekręcam głowę na trochę bok i wycieram łzy z policzków. Rzeczywiście są mokre i śliskie od łez. Nie pamiętam, kiedy zaczęłam płakać, ale musiałam. Nie sądziłam, że przejęłam się Lily, ale myślę, że widząc starszych ludzi smutnych to jest zbyt dużo dla mnie. Może jestem trochę bardziej emocjonalna.
        „Nie zauważyłam. Dziwne,” powiedziałam mając nadzieje że to zostawi. Weszłam do środka i on czekał na progu kiedy brałam jego kurtkę. Była pod stolikiem. Wziełam ją i podeszłam do niego.
        Jestem okrpnym kłamcą kiedy to liczy wiec nie byłam zdziwiona kiedy on wciąż patrzył na mnie dziwnie. „Zawsze zaczynasz płakać i nie zdajesz sobie z tego sprawy?” spytał. Zaśmałam się lekko z niego, ale wciąż nie spotkałam się z jego oczami.
        „Myślę, że jestem po prostu trochę dziwna.” Zachichotał lekko ze mnie i uśmiechnął się z powrotem. „Teraz musisz już iśc, masz pizzę do rozwiezienia.”
        Uśmiechnął się i pokiwał. „Okay, ale nie próbuj znowu płakać, dobra? Nie lubię widzieć jak mili ludzie płaczą.” Wyciągnął swoją dłoń i pogłaskał mnie po ramieniu, uspokajający gest. Staram się nie rumienić się jak uśmiecham trochę.
        "Da się zrobić", mówię. Uśmiecha się jeszcze raz, a następnie zdejmuje. Chowm się do środka, próbując zetrzeć głupi uśmiech z mojej twarzy.
        Nagle nie pamiętam dlaczego byłam smutna na pierwszym miejscu.

No comments:

Post a Comment

Dziękuje za poświęconą minutę i przeczytanie. Na komentarze odpowiadam pod nimi.