Friday, December 25, 2015

Chapter Fifteen: Cleaning Caper.

28 marca 2015r.
      Zrobiłam coś niezwykłego to rano; idę pobiegać. To nie jest coś, co chcę zrobić, ale nie jest tak źle, jak myślałam Odkąd chcę porozmawiać z Sarah, mam zamiar odwiedzić tyle miejsc dziś ile mogę i mam nadzieję, że wpadnę na nią. Nie mam pojęcia, jaki jest jej harmonogram jest i co ona zwykle robi.
         Jest dość chłodno na marcowy ranek, więc mrużę oczy jak rześkie powietrze uderza w moje pół otworzone oczy. Nie wiem, gdzie mieszka, więc biegam dookoła miasta, aż jestem blisko utarty sił. Może wyszłam bardziej z formy, niż myślałam.
         Po czterdziestu pięciu minutach biegu wracam z powrotem do domu wyczerpana. Mój tata jeszcze śpi, kiedy wracam, więc spokojnie mogę wziąć prysznic i przebrać się w normalne ubrania. Zostawiam notatkę dla mojego taty, a potem wychodzę znowu.
        Sarah prawdopodobnie czyści domy dla innych także. Kto chociaż? Dom Claire zaczął rząd ładny domów parterowych, które graniczy z małymi, gównianymi dwupoziomowymi, jak ten, w którym mieszkam. Są tutaj inne małe przedmieścia, które, Sarah może czyścić. Może powinnam zacząć po prostu patrzenia na jej samochód.
        Wsiadam do własnego samochodu i rozpoczynam jazdy w górę i w dół ulicy. Nie ma śladu tutaj, więc jadę w dół do następnej dzielnicy, jaką znam, gdzie mieszkają doktor Becker i Chapmanowie. Nie widzę go tam też. Jest jeszcze jedna dzielnica i to prawdopodobnie tam właśnie pracę tam.
        W drodze mijam posterunek policji, gdzie widzę bardzo znajomo wyglądający samochód. Mały, stary i fioletowy. Nigdy nie widziałem identycznego samochodu z tym i jestem pewna, że jest to Sarah. Wjeżdżam do Dollar General po drugiej stronie ulicy i czekam.
        Co ona robi na komisariacie? Jeśli ona naprawdę przestraszona Szeryfa Statona, może on jej grozi. Co jednak zrobić? Być cicho? Była osobą, która znalazła jej ciało. Może jest coś, co ona wie, że policja stara się to ukryć. A może to jest po prostu kontynuacja tej sprawie.
        Nie, ona nie być przerażona, jeśli to normalne. Coś dzieje się w komisariacie.  Nadal czekam kolejną godzinę, przynajmniej zanim widzę ją wychodzącą. Siedzę i uruchomiam swój samochód, obserwując jej wyjście i dostaje się do swojego samochodu. Zaczyna jazdę i szybko jadę za nią.
        Na szczęście dla mnie, ona idzie na market, gdzie można łatwo wejść i porozmawiać z nią. Gdy ona idzie śledzę ją w bezpiecznej odległości. Byłoby dziwne dla mnie, aby przejść bezpośrednio do niej, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj nie mają rozmawiam z nią. Potrzebuję jakiegoś szaleństwa i to nie może być blisko Panny Beth.
        Ciężko Próbuję wymyślić plan, że nie zauważysz, gdzie idę. Jedna sekunda jestem na nogach, a następnego wpadam na coś i ląduje ciężko na ziemi. Gdy patrzę widzę Sarah stoi nade mną, próbując mi pomóc. Ona wyciąga jej ciemną rękę i biorę ją.
        „Tak mi przykro, Cora. ​​Ja nie oglądałam, dokąd idę. Wszystko w porządku? Czy uderzyłaś się w głowę?" Ona irytuje się, klepiąc moje barki i ramiona, upewniając się, że nie jestem zdruzgotana lub uszkodzona. Daję jej mały uśmiech.
            „Nie martw się o to, że jestem w porządku. Myślę, że wpadłam na Ciebie. Mam nadzieję, że Cię nie uderzałam zbyt mocno", mówię jej. Biorę kosz ona ma na dłoniach. „Pozwól mi pomóc z tym."
        Ona daje mi miły uśmiech i klepie się po stronie mojej twarzy z jej strony. „Dziękuję, Cora, to bardzo miłe. Miałam trochę ciężki dzień,"  mówi.
        „Och, przykro mi to słyszeć. Co się stało?" Śledzę ją do końca alejki, jak ona dobiera kilka rzeczy. Jesteśmy na froncie sklepu, pracuje drogę powrotną. Mam do zaliczenia dział deli, aby z nią porozmawiać.
        „Nic nie musisz się martwić. Tylko więcej martwienia o Claire i co się stanie z jej śledztwem", mówi z westchnieniem. „Oni po prostu muszą wykonywać swoją pracę i znaleźć gdyby chorego potwora, który ją zabił."
        „Odkryłaś coś nowego?" Pytam. Zatrzymuje się na chwilę, potrząsając głową i patrząc mi w oczy.
        „Nic, co nie warto powtarzać." Patrzy na mnie przez kilka sekund przed rozpoczęciem pójścia dalej. Nic nie warto powtarzać... Co ona się dowiedziała? Czy to o Szeryfie Statonie?
         Nie mówię nic przez minutę jak spacerujemy. „Szeryf Staton nie wydaje się robić dużo o tym, jeśli mam być szczera. Wydaje się, że nie poczyniono postępu od czasu rozpoczęcia. Prawie tak, jakby oni coś ukryli."
        Ona kręci głową chwilę patrząc przez różne płatki zbożowe. „Policja zawsze wydaje się, że coś ukrywa. Jest to po prostu ich sposób," mówi, jej głos brzmiał mocno. Dodaje pudełko Raisin Bran do koszyka.
        Biorę głęboki oddech przed rozmową ponownie. "Czy wiesz, co policja nie mówi? Coś z... Co najpierw zobaczyłaś?" Pytam. Ona przestaje chodzić i odwraca się do mnie. Jest to maska ​​gniewu, ale jest fałszywa. Widzę strach w niej. Ona wie coś tego, co inni nie wiedzą.
        „Nie wiem nic, czego policja by nie wiedziała. Niech robią swoją robotę i przestaną być tak cholernie krytyczni. Jestem pewna, że jest wiele do zrobienia. Będą tam w końcu." Odwraca się i pospiesznie spaceruje dalej w dół.
        Nie mogę pytać więcej, bo jak tylko Panna Beth nas widzi to woła. „Sarah! Cora! Cóż, jesteś po prostu tutaj każdego dnia teraz, prawda?" Ona mówi do mnie, jako podchodzę. Ekspresja Sarah zmienia się ponownie na jedno z przyjemnością i wszystkimi uśmiechami.
        „Cóż, jeśli potrzebujesz jedzenia, trzeba kupić jedzenie", mówię, już wymyślam wymówki w moim umyśle, aby wyjść. Mam wszystkie informacje mam, jakie zamierzałam dostać, nawet, jeśli to nie jest dużo. To nie tak, że mogę zapytać się Panny Beth przy Sarah. Nie chcę być jeszcze bardziej podejrzaną w jej oczach niż już chyba jestem.
        „Mhmm. Ostatnim razem, kiedy tu byłaś, jedzenie nie było jedyną rzeczą w Twoich myślach" mówi, trochę z uśmiechem na jej twarzy. „Ty rozmawiałaś do tego chłopca na swojej drodze. Nie myśl, że nie jestem oglądałam Cię ".
        Moja twarz wypłukuje staje się koloru jasnoczerwonego jak przekazać Sarah jej kosz z powrotem. „To było nic Panno Beth. Nie musisz patrzeć na to, dobrze? Nie mówić ludziom rzeczy, które nie są prawdziwe."
        „Zobaczymy dziewczyno, zobaczymy." Ona wciąż ma rozbawiony uśmiech na jej twarzy, gdy zwracam się do Sarah.
        "Powinnam już iść, ale przykro ponownie, że wpadłam na Ciebie. Miłego dnia", mówię, mając nadzieję, że brzmię wesoło, jak wychodzę.
        „Dziękuję, Tobie też. A co do tej drugiej rzeczy, cóż...  Tylko pamiętaj o sobie, prawda. Nie trzeba ogrzewać garnka jeśli nie gotujesz", mówi dobitnie. Zamykamy oczy na chwilę, zanim kiwa, i zostawiam.
        Nie mam o wiele więcej informacji, ale mam przeczucie wydaje, że są potwierdzone. Policja coś ukrywa, a to oznacza, że ​​nie można im ufać.

Friday, December 18, 2015

Chapter Fourteen And A Half.

27 marca 2015r.
        Jak można zbadać policję? Chodzi mi o to, że to policja. Jeśli spróbujesz, będą wiedzieć, a następnie na pewno nie będziesz mogła znaleźć żadnych informacji. Zwłaszcza, gdy jesteś osiemnastolatką, a jedynym źródłem jest laptop. Szanse są ułożone przeciwko mnie, chciałbym powiedzieć.
         Wzdycham i moje oczy łzawią z mojego laptopa. Próbowałam znaleźć coś na szeryfa Jamesa Statona przez ostatnią godzinę lub tak. Ale ja nic nie znalazłam, tylko podstawowe informacje, które już znałam. Panna Beth zacznie coś podejrzewać, jeśli będę pytać ją o wszystkich w mieście, więc nie mogę do niej iść.
       Co mogę zrobić? Prawie nic. Zdecyduję się zrezygnować z dochodzenia na najbliższe kilka godzin. Aby skupić się na czymś, co w rzeczywistości odnosi się do mnie. Jak moja matka. Wysyłam jej wiadomość tekstową z informacją, że zadzwonię do niej, kiedy nie będę zajęta. Jej się nie spodoba, że nie chcę z nią spędzić wiosennej przerwy, ale mam kilka rzeczy do zrobienia tutaj.
         Rozlega się pukanie do drzwi, a ja siedzę, zastanawiając się, czy ja tylko słyszę. Przychodzi znowu i wstaję. Jestem sama w tej chwili w domu i nikt nie powinien pukać. Nigdy nie rozmawiam z każdym z naszych sąsiadów. Chodzę po cichu do drzwi i zajrzeć przez wizjer w drzwiach.
         Harry stał tam, kołysząc się na nogach i patrząc na drzwi. Od kluczyłam i otworzyłam mu drzwi, dając mu mylne spojrzenie. „Nie pamiętam abym zamawiała pizzę", mówię, opierając się o framugę drzwi. Uśmiecha się trochę i wzrusza ramionami.
        „Cóż, nie przyniosłem żadnej, więc to chyba dobrze, że nie zamawiałaś", odpowiada. Uśmiecham się trochę, ale nie zaprószam go do środka. „Czy to zły czas? Chciałem napisać, ale pomyślałem, że po prostu wpadnę".
        „Nie, jesteś w porządku. Uh, wejdź śmiało", mówię, wchodząc do środka. Robi, czując się pewnie siada na małej kanapie. Uśmiecham się i siadam ze skrzyżowanymi nogami na drugim końcu kanapy, twarzą do niego. „Dlaczego zdecydowałeś się zatrzymać?"
        „Czy nie mogę spędzić czasu z Tobą?" Prosi, wciąż z niefrasobliwym uśmiechem. „Czy na pewno jest okej po tamtej nocy? Nie chcę abyś czuła się pod presją ani nic."
        Kręcę głową. „Nie, to było w porządku. Jesteś... Bardzo swobodny o tym."
        Unosi brwi na mnie, ale jego uśmiech pozostaje. „Nie powinienem być taki swobodny?" Kręcę głową ponownie, starając się myśleć o tym jak ubrać to w słowa lepiej.
        „Nie, po prostu... Wyglądasz tak jak byś całował wiele dziewczyn po pijaku. To znaczy, wydaje się jakbyś to robił. Tylko całował dziewczyny", staram się wyjaśnić. Czuję, że się rumienię, bo pewnie brzmię jak idiotka.
        „Martwisz się, że całuję dużo dziewczyn?" Prosi, przybliżając się bliżej mnie.
        „Nie do końca. Całowanie po prostu nie wydaje się to naprawdę wielką rzeczą dla Ciebie, wiesz? Jak... To jak można po prostu pocałować kogoś i to nie ma znaczenia." Teraz czuję, że jeszcze wyszłam na większą idiotkę.
        „Czy jest to duży problem dla Ciebie?" On pyta. Nie mogę odczytać jego wyrazu twarzy i powiedzieć, co myśli. Ja chyba po prostu przestraszyłam go, co wydaje się całowanie było jak pewnego rodzaju zobowiązanie do mnie i był uwięziony teraz. Miło.
        Kręcę głową. „Nie do końca. Ja po prostu normalnie nie robię tego. Wydaje się jak normalnie tak." Czuję, że mój punkt widzenia jest po drugiej stronie. I kiwa głową trochę, znowu przybliżając się trochę bliżej. Jego ramię ociera się o moje kolana.
        „Cóż, nie całowałem nikogo odkąd Cię pocałowałem. A ja nie myślałem, aby całować kogokolwiek innego niż Ty" mówi, nieco nerwowo pokazując to jego małym uśmiechem.
        „Ty myślałeś żeby mnie całować?" Mówię, próbuje żartować, aby uspokoić nerwy.
      „Tak", odpowiada, a moje nerwy wystrzelają ponownie. Pochyla się nieco bliżej i bezczelnie uśmiecha się. „Zamierzam Cię teraz pocałować, dobrze?" 
        Uśmiecham się i kiwam głową trochę, zasłaniając twarz dłońmi. Pochylam się do niego, zanim będzie mógł oprzeć się o mnie. Jego ręka sięga do mojego karku, ciągnąc mnie bliżej niego. On smakuje jak pizza, która sprawia, że ​​chce mi się śmiać, ale robię tego. Ręka z tyłu mojej szyi kieruje się szlakiem to dołu moich pleców, ciągnąc mnie na jego kolana.
        Moje ręce trzęsą się trochę, a on ciągnie dalej. „Nie musisz się denerwować. Jeśli nie chcesz zrobić tego, to możemy zrobić coś innego. Powiedz mi więcej swoich kryminałów." Śmieję się i niech moje ręce wiszą luźno wokół karku.
        „Dlaczego chcesz usłyszeć o tym?" Pytam, potrząsając głową. On uśmiecha się i wzrusza trochę.
        „Nie jesteś nerwowa, kiedy mówisz o tym. I to zabawnie je słyszeć. No dalej, powiedz mi jeden," podpowiada.
        Przeniosłam się z jego kolanach na swoje poprzednie miejsce i pozycje. Pochyla się z powrotem na drugim końcu małej kanapie, jak zaczynam mówić o Melody i Pani Dunphy. Jego oczy są blisko, ale kiwa głową raz na jakiś czas, pozwalając mi znać, że wciąż słucha.
        „Cóż, nie można zrobić wiele o Szeryfie Statonie, prawda?" Rozmyśla, myśląc o mnie. „Jeśli rzeczywiście jest w tym, to nikt by go nie wydał, prawda?"
         "Nie jestem pewna. Wiesz... Na pogrzebie. Sprzątaczka Claire patrzyła na Roberta Jonesa i Szeryfa Statona, ale naprawdę wystraszyła. Myślałam, że to może być ze względu na Roberta, ale teraz nie jestem tego taka pewna. "
         Harry siedzi, ponownie otwierając oczy. „Może powinieneś ją o to spytać." Przytakuję trochę, a on zaczyna się przybliżać. Widzę reflektory w oknie i wypycham go z kanapy w panice.
         „Mój tata w domu" krzyczę szeptem, prawie na poziomie pisku. Harry zaczyna się śmiać na podłodze.
         „Więc mnie zepchnęłaś z kanapy?" Pyta, wciąż się śmiejąc. Szarpie go i wciągam go z powrotem do mojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. „Wow, nie wiedziałem, że chciałaś mnie w swoim pokoju tak bardzo."
        Daję mu spojrzenie, ale on nie traci zadowolonego uśmiechu. Otwieram okno i wskazuję na niego. Wzdycha i podchodzi, otwierając go. Mój tata wzywa moje imię z wejścia i Harry porusza się szybciej.
         „Czekaj!" Szepcze przed kiedy zamierzam go pchnąć. Całuje mnie jeszcze raz, chwytając moich rąk. „Nie drżały tym razem." Uśmiecha się do mnie jak skacze na ziemię. Patrzę gdy ucieka do swojego samochodu, jak mój tata otwiera moje drzwi.
         „Dlaczego jesteś przy oknie?" Pyta, przyglądając mi się i spoglądając na zewnątrz. Harry dawno już odjechał.
         „Ja tylko zamykam. Masz trochę zimno." Kiwa głową, kupując kłamstwo i wychodzi ponownie. Wzdycham z ulgą gdy zostawia mnie samą, jednak uśmiecham się trochę. Nie trzęsę się.

Friday, December 11, 2015

Chapter Fourteen: Pesky Police.

26 marca 2015r.
      Moje kolano drga mi cały dzień, jak myślę o tym spotkaniu, które mam dzisiaj wieczorem. Czy jest to spotkanie? To z dzieckiem. Dzieciak, który wie dużo więcej niż ja o tym wszystkim. Tak, jest to spotkanie. Mam nadzieję, że będzie w stanie powiedzieć mi, co muszę wiedzieć o jej tacie i gdzie był w ciągu ostatnich kilku tygodni.
        Podczas szkoły nie mam zbyt dużo czasu na myślenie o czymkolwiek, jak staram się nadrobić zaległości. Za każdym razem, kiedy opuszczam szkołę to wydaje się być dzień, w którym każdy ma mnóstwo pracy. Na chemii Jacob i ja jesteśmy w tyle, nie wspominając, że oboje kichamy w każdym miejscu, dzięki czemu wszystko robimy podwójnie, to irytujące. Harry zachowuje dystans w czasie zajęć, ale nadal uśmiecha się, co chwilę.
        Po szkole pędzę do mojej szafki i do mojego samochodu. Mam piętnaście minut, aby dostać się do motelu i porozmawiać z Melody. Parking jest zawsze napakowany, to trwa pięć minut, aby po prostu opuścić szkolne mienie. Do czasu przybycia jestem kilka minut za późno i mam nadzieję, że ona nadal tam będzie.
        Nie parkuje na parkingu przy motelu jak ostatnim razem. I muszę biegnąć na tyły. Widzę Melody za nim i spowolniam moje tempo. Ona wygląda na złą. Jej ciemne oczy są wąskie, jak ona mnie widzi. „Mówiłam ci, żebyś była tu na trzecią! Nie mamy dużo czasu", szeptem krzyczy na mnie, brzmi bardziej przerażona niż wściekła teraz.
        „Przepraszam, starałam się jak mogłam, „ mówię jej. Kiwa lekko głową, wciąż rozglądając się wokół nas. „Co możesz mi powiedzieć o swoim tacie?”
        „Co chcesz wiedzieć?”
        Co chcę wiedzieć? Tego jest dużo … Gdzie mam zacząć? „Dlaczego wciąż jesteście w mieście?” To wygląda na bardzo logiczne pytanie do zapytania.
        „Mój tata powiedział że coś mu ukradziono. Nie wiem co to jest," mówi. Jej oczy poszerzają się jak patrzy na mnie. „Nie wzięłaś tego, prawda? On jest naprawdę wściekły o to, cokolwiek to było.”
        Kręcę głową nie, chociaż ja. „Gdzie był Twój tata 16 marca?" To był dzień kiedy Claire Jones zginęła. Jeśli był w domu, ma alibi.  Gdyby nie było go w domu... A on jest na szczycie mojej listy.
        „Był poza miastem w pracy, czy coś. Nie jestem pewna, gdzie to było. Wrócił do domu następnego dnia rano, a potem wyjechaliśmy w godzinach popołudniowych, aby tu przyjechać. Wszyscy byliśmy tu od szesnastego", mówi, myśląc o tych dniach.
        Robert nie wrócił do domu do rana siedemnastego. Widziałam kogoś w domu o północy. Jeśli wyjechał tuż po tym, mógłby się być z powrotem do domu, a potem wrócić z Melody i Samanthą. Rozmawiałam z nim w nocy z siedemnastego też.
        Mam zamiar zadać kolejne pytanie, kiedy ona patrzy na zegarek. „Mój tata będzie tu za chwilę. Musisz odejść", mówi, popychając mnie.
        „Powiedz mi jeśli zdarzy się coś dziwnego lub złego, okay?” Mówię jej i ona kiwa głową, rozglądając się wokół motelu. „Odchodzę. Uważaj na siebie, okay?”
        Ponownie kiwa głową i odchodzę. Czuję się trochę dziwnie pozostawiając ją tam, z możliwością mordercy. Nie zaszkodzi jej jednak, prawda? O ile wiem, on nie ma nic przeciwko niej, ani też nie ma powodu do tego. Kręcę głową, mając nadzieję, że będzie w porządku.
        Jak wracam do swojego samochodu zauważam dziwny widok. Policjant podwozi Roberta. Siedzę nisko i przyglądam się, jak rozmawiają przez chwilę, zanim on wychodzi z samochodu. Szeryf Staton jest kierowcą. Jedzie w kierunku miasta, po tym jak Robert wchodzi do motelu.
        Policja była strasznie cicho ostatnio... Co oni robią? Kim są ich podejrzani? Wydaje się, że są oni po prostu siedzą, czekają, aż wszyscy zapomnimy o tym. Może nadszedł czas, aby zrobić trochę spojrzeć na nich, ponieważ oni te rzekome prace robią tutaj.
        Robię nieplanowany przystanek w domu Pani Dunphy. Pukam do drzwi, a ona odpowiada po chwili, wyglądając trochę lepiej niż w niedzielę. Jej siwiejące włosy są w długim warkoczu francuskim, jak to było wcześniej, ale ona teraz nosi kolorowy strój, co czyni jej wygląd nieco żywszy. "Cora. Nie spodziewałam się Twoich odwiedzin dziś" mówi, nie zdradzając żadnych oznak radości i przerażenia. Tylko neutralność.
        „Mam nadzieje że to w porządku jeśli przyszłam,” mówię, czując trochę zakłopotania o niespodziance muszę być. „Chciałam tylko zobaczyć jak się miewasz po niedzieli. Naprawdę nie chciałam z Tobą wtedy rozmawiać.”
        Ona pozwala mi wejść do środka i usiąść na jednej z kanap, a ona na krześle naprzeciwko niej. „Mam się dobrze, dziękuję. Pogrzeb przyniósł mi nowe uczucie do mnie, a ja kończę żałobę teraz. To jest czas dla mnie, aby zaakceptować prawdę, tak myślę."
        Jest Nowe poczucie pewności w niej, jak ona ponownie przejmuje kontrolę nad swoimi emocjami. „Rozmawiałam z Melody na pogrzebie. Czy u niej wszystko w porządku? Jestem pewna, że trudno stracić matkę w tak młodym wieku."
        „Ona przejdzie przez to, tak myślę. Nie sądzę, że to dobry pomysł, aby Robert miał pieczę nad nią. Mogłabym spróbować ubiegać się o opiekę ", mówi, kiwając się trochę. „To było chyba za dużo o mnie powiedziane. Nie mówisz nikomu tych informacji, prawda?"
        „Nie, oczywiście, że nie" zapewniam ją. Nie liczy Harry? Nie całkiem. On nie ma nic wspólnego z tym, a on nie powie nikomu o tym co mu powiedziałam. „Po prostu chcę się upewnić, że jesteś w porządku. Claire była bardzo piękna kobieta. Było coś w niej wyjątkowego."
        „Wiem, że nie znam Cię bardzo dobrze, ale jestem starą kobietą i nie mam wielu ludzi do rozmowy. To miło być w stanie mówić o Claire z kimś, kto ją znał," mówi. Ona kładzie dłoń na moim kolanie i ściska go trochę, dając mi mały uśmiech. Uśmiecham się i staraj się że nie czuję się winna.
       „Czy policja znalazła niczego nowego?” W końcu mam odwagę się zapytać. Ona zdejmuje rękę ode mnie i kręci głową z goryczą. Wydaje się, że naprawdę nie zrobili nic.
        "Te skurwysyny nie robią nic na ten temat. Za każdym razem pytam mówią mi ‘Jest klasyfikowany’ lub ‘Nie możemy powiedzieć, dopóki nie wykluczymy jeszcze kilka osób. Nie chcę, aby była to wskazówka na kogoś’. Co to za badziewia ", mówi, kręcąc głową. „Oni po prostu nic nie robią."
        Jak długo będą to trzymać? „To okropne usłyszeć. Żałuję, że ktokolwiek to zrobił, to po prostu nie może przyjść i być osadzony w więzieniu."
        Pani Dunphy kiwa, zgadzając się ze mną. „To było by za łatwe, nieprawdaż. Ktokolwiek to zrobił, po prostu musi przeciągnąć to i sprawić, że każdy cierpi. Po prostu straszne..."
        Jej zegar brzęczy i wskazuje czwartą. Czuję się winna za to, ale nie chcę się zostawać i więcej rozmawiać z nią o Claire. Zawsze daje mi uczucie mdłości w brzuchu. „Wygląda na to, że czas na mnie. Miło było z Tobą ponownie rozmawiać."
        „Z Tobą też, Cora. Zapraszam do zatrzymania w każdej chwili. Jestem prawie zawsze tutaj", mówi, dając mi mały uśmiech, prawie nieśmiały. Kiwam głową i przywracam uśmiech, ale czuje skruchę za to.
         Dobija mnie jedna myśl; zbadać Szeryfa Statona. On coś knuje i wygląda na to, że współpracuje z Robertem Jones. Muszę dowiedzieć się dokładnie, co to jest.

Friday, December 4, 2015

Chapter Thirteen: Allergies And Answers.

25 marca 2015r.
      Alergia to suka. Pojawia się każdego roku i każdego roku łapie ją nieprzewidywalnie. Nie mam sił, aby chodzić do szkoły wraz z kaszlaniem, psikaniem, katarem i załzawionymi oczami. Mój tata zadzwonił do szkoły, aby powiadomić, że jestem chora, kiedy wraca do domu na około siódmej rano, a potem zasypia w swojej sypialni.
        Nie mogę spać bardzo dobrze przez wszystkie kichanie i jego chrapanie. Życie w dupleksu oznacza, że można usłyszeć każdego cały czas. Śpię godzinę lub dwie, dopóki nie mogę polegać na internecie, aby dotrzymać mi towarzystwa na kolejne dwie godziny. I w końcu poddałam się. Lekarstwa to jest, czego potrzebuję. I niestety jest coś, czego nie mam.
        Oznacza to podróż do lekarza ponownie, co jak sądzę nie jest takie złe. Może dowiem się trochę więcej, gdy tam będę. I nie przejmuje się zmianą piżamy, po prostu chwytam kluczyki do samochodu. I zostawiam notatkę dla mojego taty w przypadku gdyby się obudził, co jest wątpliwe.
        To nie potrwa długo, aby się tam dostać. Ale będąc na spacer oznacza, że muszę czekać na każdy innych z terminów, który udzielą a nie jest ich wielu. Ale mam jeszcze czekać. Oczekiwanie trwa pełną godzinę i pół. Pociąganie nosem, w półśnie dzieci wędrujące tu i tam z zmęczonymi matkami.
        W końcu, wszyscy już poszli i jest wolne miejsce dla mnie. Terry Chapman zabiera mnie z powrotem do jednego z kilku małych pomieszczeń, patrząc jak siadam. Ona wydaje się dziś szczególnie radośnie. Lżejsza, jakoś. „Doktor Becker zaraz do Ciebie przyjdzie," mówi mi. Nie ma zamiłowania ukrywanego w jej głosie, kiedy mówi jego imię.
        Kiwam głową i odchodzi, pozwalając, by moje myśli wędrowały od nowa. Ona na pewno ma romans z nim. Ale dlaczego to ma znaczenie? Czy to ma coś wspólnego ze sprawą? Becker był tak dziwny, gdy zapytałam go o Claire... Musiało być coś się dziać z nim i nią.
        A gdzie to stawia Terry? Może ktoś tylko ze złym małżeństwem. Może, może, może…
        Drzwi otwierają się i pojawia się doktor Becker, z małym uśmiechem na jego twarzy. „Cora, wróciłaś szybko. Alergie?" On pyta. Przytakuję trochę jak pisze coś. „Więc zróbmy to szybko, dobrze? Zamykamy wcześnie w czwartki, więc będziesz ostatnia. I jestem gotowy, aby się zdrzemnąć."
        Jego uśmiech jest ciepły, jak stara się żartować. Pozwalam sobie na uprzejmy śmiech, jak wraca do pracy, sprawdzając moje zatoki i inne testy. „Chciałam zaoferować moje kondolencje w niedzielę do Ciebie o Claire", mówię, patrząc na niego w odpowiedzi.
        „Tak, cóż …” mówi, zamarł i utracił swój uśmiech. „To był trudny dzień dla każdego, tak sądzę.”
        „Widziałam Panią Chapman też. Wydawała się dość zdewastowana," wciskam, próbując go zwabić do mówienia więcej. Jego twarz przyjmuje grymas na ułamek sekundy, zanim wróci do sympatycznej. „To zabawne, ja nawet nie wiedziałem, że były blisko."
        Pisze coś innego, zanim odpowiada. „Cóż, nigdy nie można znać wszystkich", to wszystko, co mówi, kiedy podaje mi kartkę. „Oto Twoja recepta. Jestem pewien, że wiesz, co robić teraz."
        Kiwam głową i uśmiecham się jeszcze raz przed wyjściem. Coś jest nie tak. Kiedy wychodzę z gabinetu, widzę już Terry, torebka na ramieniu, jak ona jest gotowa do wyjścia. Siedzę w moim samochodzie, czekając na jej wyjście, więc mogę zobaczyć, dlaczego ona jest taka radosna.
        Doktor Becker wychodzi kilka minut po mnie, a Terry minutę lub dwie po. Za około trzydziestu sekund po Terry, pozwalam samochodowi dostać się między nami, jak ją śledzę. Mijamy szkołę podstawową, i wiem dokładnie, gdzie ona jedzie; dom Doktora Beckera.
        Pozwalając sobie zachować większą odległość, nadal ją śledzę aż do jego domu. Chciałabym pozostać dość niepozorna, więc parkuję przecznicę dalej na poboczu drogi. Nie jestem znana od dobrej oceny w przeszłości, i na pewno nie złamie mojej passy teraz. Jest otwarte okno, a ja staram się skradać się pod nim, mając nadzieję, nikt nie wyjdzie z domu i widzi mnie podglądającą.
        Oboje są w salonie, którego widok mam z okna. Mogę usłyszeć jak Becker rozmawia, swoim szorstkim tonem. „Ludzie zauważyli Twoje dziwne zachowanie podczas pogrzebu, wiesz,” mówi. „Oni już zaczynają spekulować. Co my zrobimy z tym? Co ja powinienem zrobić?”
        „Jestem pewna, że nikt ważny tego nie zauważy lub nie będzie martwił się wystarczająco, aby coś z tym zrobić", Terry odgryza się. Becker przestaje chodzić, ale ona go bije na to. „Martwisz się zbyt wiele. Nikt nie podejrzewa, że coś jest. Jesteś po prostu paranoikiem."
        Jej głos jest teraz spokojny i kojący, oznacza brzmiąco pocieszająco. To brzmi prawie jak ona mówi do dziecka. Natychmiast on się wycofuje jednak, pozwalając ręce umiejscowić się na jej talii. Mruczy coś a ja nie słyszę i czuję, że się rumienię trochę.
        Postanawiam, że nadszedł czas na mnie, aby biec z powrotem do mojego samochodu. Czy to wszystko naprawdę jest tylko o romansie? Przypuszczam, że stanowiłoby ich w trudnym położeniu... Ale jak Claire wejdzie do tego? Nie da się ukryć, że Becker zamyka się, gdy jej imię jest wymienione... Czy mógł ją zabić?
        Albo był to tylko kłótnia kochanków? Być może widział Claire i wtedy zaczął widzieć Terry. Zginęła, a teraz czuje się winny. A może on ją zabił. Istnieje motyw tam, ale nie da się udowodnić, że on i Claire byli zaangażowani. Terry byłoby bardzo zdenerwowana, tak czy inaczej. Ale nie powie policji, gdyby wiedziała, że ją zabił?
        Moje myśli są przerywane przez kichnięcie. I kolejne i kolejne. Wzięcie leku musi mieć  teraz pierwszeństwo przed teoriami spiskowymi. Jazda do apteki trwa około pięciu minut i szybko połykam dwie tabletki, mając nadzieję, że się szybko zaczną działać.
        Robię stop pod sklepem i biorę sok pomarańczowy. Zorientowałam się z powrotem, wracam do delikatesów i piekarni, gdzie słyszę rozmowę Panny Beth. Krążę wokół jednej z półek i widzę ją mówiącej do widzenia do starszego człowieka. Ona widzi mnie i pokazuje mi szczerbaty uśmiech. „Cora! Dziewczyno nie powinnaś być w szkole?"
        Zegar za nią pokazuje mi drugą czterdzieści pięć. Miałabym teraz i tak już kończyć lekcje. „Alergie", wyjaśniam. Ona kiwa głową ze współczuciem. „Pomyślałam, że można mnie rozweselić z jednym z Twoich opowiadań."
        „Mam jedną nową! Najbliżej mam jest to, że ta żmija Robert Jones," mówi, robiąc minę, jakby po prostu miała coś kwaśnego. „Dupek nie ma odwagi, by zatrzymać się w mieście z nową żoną, czyniąc bałagan, mówiąc wszystkim, że ktoś go okradł."
        Robert Jones jest jeszcze w mieście. Robert Jones jest jeszcze w mieście. Oznacza to, że Melody jest nadal w mieście. Muszę znaleźć sposób, aby spotkać się z nią wkrótce. „Powiedział to, co zostało skradzione?" Pytam, a serce wali. On wie. To musi być ważne to, jeśli wciąż tu jest. Co mam z tym zrobić?
        „Nie mam pojęcia", ona odpowiada, wciąż kręcąc głową. „Szkoda, że on po prostu nie może kupić nowych i odejść. Nie jest jeszcze tak naprawdę w mieście, a ja wciąż jest."
       Ona drży dla efektu, a ja uśmiecham się lekko. „Tylko pamiętaj, aby trzymać się z dala od niego, słyszysz mnie?" Kiwam głową i rodzaj uśmiech pojawia się na twarzy. „Dobra. Nie musisz być zamieszana w to wszystko. Teraz idź do domu i lecz się.”
        „Miło było z tobą rozmawiać", mówię, uśmiechając się jeszcze raz przed wyjściem. Kupuję sok pomarańczowy i kieruje się w stronę drzwi, kiedy słyszę moje imię jest wołane. Patrzę w górę i widzę Harry’ego podchodzącego do mnie.
        Nie mam uśmiech na początku, bo zdaję sobie sprawę, że wyglądam jak bałagan. Moje włosy są niechlujnie zrobione, co może być kokiem i może być kucyk. Wszystko, co mam na sobie jest to para elastanu i luźny t shirt. W sumie, nie planowałam widzieć dzisiaj kogoś i na pewno można to powiedzieć.
        „Nie było Cię dzisiaj w szkole", mówi, wyglądając trochę nerwowo. On ma worki pod oczami i wiem, że rano musiał mieć cholernego kaca. Kicham jak na zawołanie, a on czuje ulgę. „Chora?"
        „Alergie,” tłumaczę mu. On się znowu uśmiecha i czuje się o wiele mniej świadoma siebie. Jest trochę cicho przez chwilę z nim po prostu patrzącego na mnie, dopóki nie opamięta się.
        „Pomyślałem, że jesteś na mnie zła przez ostatnią noc, kiedy cię nie zobaczyłem", mówi trochę ciszej. "Ja napisałbym do Ciebie, ale nie mam numeru."
        Szturcham go trochę, uśmiech pojawia się na mojej twarzy. „Ty nie masz na mnie wpływu tak bardzo", mówię, a on się uśmiecha. „Nie jestem zła o ostatnią noc. Było miło Cię widzieć poza szkołą. Może następnym razem możesz być trzeźwy?"
       Uśmiecha się szerzej na wspomnienie o następnym razie. „Myślę, że mogę to zrobić. Może dasz mi swój numer, więc wiem dokładnie, kiedy być trzeźwym?" Co za głupek. Nie mogę pomóc, ale uśmiecham się jak daje mu mój numer, a on daje mi swój. „Więc będziesz z powrotem jutro w szkole?"
        Kiwam głową i uśmiecha się ponownie. Rozgląda się przez chwilę i nie widząc nikogo, patrzy się na mnie jakby chciał mnie pocałować. Dobrze czas na kichanie i przerywa mu. A ja jestem tak zawstydzona, a jednak jestem wdzięczna. Nie pocałowałam go jeszcze trzeźwego. A myśl, że robi to sprawia, że jestem trochę zdenerwowana.
        „Może nie," mówi, marszczy nos z lekkim uśmiechem. Śmieję się trochę i idę w kierunku drzwi. Panna Beth jest ma widok, z jej rogu na Harry’ego i mnie. Mam nadzieję, że jest to jedna z plotek, których nie powtórzy.
- - - - - - - - - - - - - - - - -
        Kiedy wróciłam do domu, sprawdziłam pocztę, przy założeniu, że tata tego nie zrobił. Było kilka listów, wszystko to rachunki. Schowane jest coś pod nimi jest coś nieco dziwne. Koperta z niczym a na niej moje imię. Otwieram to jak idę w kierunku drzwi.
        Jutro za motelem o 3. Przyjdź sama i bądź ostrożna.
        To oczywiste, że to jest pismo dziecięce. To Melody.