Friday, December 18, 2015

Chapter Fourteen And A Half.

27 marca 2015r.
        Jak można zbadać policję? Chodzi mi o to, że to policja. Jeśli spróbujesz, będą wiedzieć, a następnie na pewno nie będziesz mogła znaleźć żadnych informacji. Zwłaszcza, gdy jesteś osiemnastolatką, a jedynym źródłem jest laptop. Szanse są ułożone przeciwko mnie, chciałbym powiedzieć.
         Wzdycham i moje oczy łzawią z mojego laptopa. Próbowałam znaleźć coś na szeryfa Jamesa Statona przez ostatnią godzinę lub tak. Ale ja nic nie znalazłam, tylko podstawowe informacje, które już znałam. Panna Beth zacznie coś podejrzewać, jeśli będę pytać ją o wszystkich w mieście, więc nie mogę do niej iść.
       Co mogę zrobić? Prawie nic. Zdecyduję się zrezygnować z dochodzenia na najbliższe kilka godzin. Aby skupić się na czymś, co w rzeczywistości odnosi się do mnie. Jak moja matka. Wysyłam jej wiadomość tekstową z informacją, że zadzwonię do niej, kiedy nie będę zajęta. Jej się nie spodoba, że nie chcę z nią spędzić wiosennej przerwy, ale mam kilka rzeczy do zrobienia tutaj.
         Rozlega się pukanie do drzwi, a ja siedzę, zastanawiając się, czy ja tylko słyszę. Przychodzi znowu i wstaję. Jestem sama w tej chwili w domu i nikt nie powinien pukać. Nigdy nie rozmawiam z każdym z naszych sąsiadów. Chodzę po cichu do drzwi i zajrzeć przez wizjer w drzwiach.
         Harry stał tam, kołysząc się na nogach i patrząc na drzwi. Od kluczyłam i otworzyłam mu drzwi, dając mu mylne spojrzenie. „Nie pamiętam abym zamawiała pizzę", mówię, opierając się o framugę drzwi. Uśmiecha się trochę i wzrusza ramionami.
        „Cóż, nie przyniosłem żadnej, więc to chyba dobrze, że nie zamawiałaś", odpowiada. Uśmiecham się trochę, ale nie zaprószam go do środka. „Czy to zły czas? Chciałem napisać, ale pomyślałem, że po prostu wpadnę".
        „Nie, jesteś w porządku. Uh, wejdź śmiało", mówię, wchodząc do środka. Robi, czując się pewnie siada na małej kanapie. Uśmiecham się i siadam ze skrzyżowanymi nogami na drugim końcu kanapy, twarzą do niego. „Dlaczego zdecydowałeś się zatrzymać?"
        „Czy nie mogę spędzić czasu z Tobą?" Prosi, wciąż z niefrasobliwym uśmiechem. „Czy na pewno jest okej po tamtej nocy? Nie chcę abyś czuła się pod presją ani nic."
        Kręcę głową. „Nie, to było w porządku. Jesteś... Bardzo swobodny o tym."
        Unosi brwi na mnie, ale jego uśmiech pozostaje. „Nie powinienem być taki swobodny?" Kręcę głową ponownie, starając się myśleć o tym jak ubrać to w słowa lepiej.
        „Nie, po prostu... Wyglądasz tak jak byś całował wiele dziewczyn po pijaku. To znaczy, wydaje się jakbyś to robił. Tylko całował dziewczyny", staram się wyjaśnić. Czuję, że się rumienię, bo pewnie brzmię jak idiotka.
        „Martwisz się, że całuję dużo dziewczyn?" Prosi, przybliżając się bliżej mnie.
        „Nie do końca. Całowanie po prostu nie wydaje się to naprawdę wielką rzeczą dla Ciebie, wiesz? Jak... To jak można po prostu pocałować kogoś i to nie ma znaczenia." Teraz czuję, że jeszcze wyszłam na większą idiotkę.
        „Czy jest to duży problem dla Ciebie?" On pyta. Nie mogę odczytać jego wyrazu twarzy i powiedzieć, co myśli. Ja chyba po prostu przestraszyłam go, co wydaje się całowanie było jak pewnego rodzaju zobowiązanie do mnie i był uwięziony teraz. Miło.
        Kręcę głową. „Nie do końca. Ja po prostu normalnie nie robię tego. Wydaje się jak normalnie tak." Czuję, że mój punkt widzenia jest po drugiej stronie. I kiwa głową trochę, znowu przybliżając się trochę bliżej. Jego ramię ociera się o moje kolana.
        „Cóż, nie całowałem nikogo odkąd Cię pocałowałem. A ja nie myślałem, aby całować kogokolwiek innego niż Ty" mówi, nieco nerwowo pokazując to jego małym uśmiechem.
        „Ty myślałeś żeby mnie całować?" Mówię, próbuje żartować, aby uspokoić nerwy.
      „Tak", odpowiada, a moje nerwy wystrzelają ponownie. Pochyla się nieco bliżej i bezczelnie uśmiecha się. „Zamierzam Cię teraz pocałować, dobrze?" 
        Uśmiecham się i kiwam głową trochę, zasłaniając twarz dłońmi. Pochylam się do niego, zanim będzie mógł oprzeć się o mnie. Jego ręka sięga do mojego karku, ciągnąc mnie bliżej niego. On smakuje jak pizza, która sprawia, że ​​chce mi się śmiać, ale robię tego. Ręka z tyłu mojej szyi kieruje się szlakiem to dołu moich pleców, ciągnąc mnie na jego kolana.
        Moje ręce trzęsą się trochę, a on ciągnie dalej. „Nie musisz się denerwować. Jeśli nie chcesz zrobić tego, to możemy zrobić coś innego. Powiedz mi więcej swoich kryminałów." Śmieję się i niech moje ręce wiszą luźno wokół karku.
        „Dlaczego chcesz usłyszeć o tym?" Pytam, potrząsając głową. On uśmiecha się i wzrusza trochę.
        „Nie jesteś nerwowa, kiedy mówisz o tym. I to zabawnie je słyszeć. No dalej, powiedz mi jeden," podpowiada.
        Przeniosłam się z jego kolanach na swoje poprzednie miejsce i pozycje. Pochyla się z powrotem na drugim końcu małej kanapie, jak zaczynam mówić o Melody i Pani Dunphy. Jego oczy są blisko, ale kiwa głową raz na jakiś czas, pozwalając mi znać, że wciąż słucha.
        „Cóż, nie można zrobić wiele o Szeryfie Statonie, prawda?" Rozmyśla, myśląc o mnie. „Jeśli rzeczywiście jest w tym, to nikt by go nie wydał, prawda?"
         "Nie jestem pewna. Wiesz... Na pogrzebie. Sprzątaczka Claire patrzyła na Roberta Jonesa i Szeryfa Statona, ale naprawdę wystraszyła. Myślałam, że to może być ze względu na Roberta, ale teraz nie jestem tego taka pewna. "
         Harry siedzi, ponownie otwierając oczy. „Może powinieneś ją o to spytać." Przytakuję trochę, a on zaczyna się przybliżać. Widzę reflektory w oknie i wypycham go z kanapy w panice.
         „Mój tata w domu" krzyczę szeptem, prawie na poziomie pisku. Harry zaczyna się śmiać na podłodze.
         „Więc mnie zepchnęłaś z kanapy?" Pyta, wciąż się śmiejąc. Szarpie go i wciągam go z powrotem do mojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. „Wow, nie wiedziałem, że chciałaś mnie w swoim pokoju tak bardzo."
        Daję mu spojrzenie, ale on nie traci zadowolonego uśmiechu. Otwieram okno i wskazuję na niego. Wzdycha i podchodzi, otwierając go. Mój tata wzywa moje imię z wejścia i Harry porusza się szybciej.
         „Czekaj!" Szepcze przed kiedy zamierzam go pchnąć. Całuje mnie jeszcze raz, chwytając moich rąk. „Nie drżały tym razem." Uśmiecha się do mnie jak skacze na ziemię. Patrzę gdy ucieka do swojego samochodu, jak mój tata otwiera moje drzwi.
         „Dlaczego jesteś przy oknie?" Pyta, przyglądając mi się i spoglądając na zewnątrz. Harry dawno już odjechał.
         „Ja tylko zamykam. Masz trochę zimno." Kiwa głową, kupując kłamstwo i wychodzi ponownie. Wzdycham z ulgą gdy zostawia mnie samą, jednak uśmiecham się trochę. Nie trzęsę się.

1 comment:

Dziękuje za poświęconą minutę i przeczytanie. Na komentarze odpowiadam pod nimi.