Friday, December 11, 2015

Chapter Fourteen: Pesky Police.

26 marca 2015r.
      Moje kolano drga mi cały dzień, jak myślę o tym spotkaniu, które mam dzisiaj wieczorem. Czy jest to spotkanie? To z dzieckiem. Dzieciak, który wie dużo więcej niż ja o tym wszystkim. Tak, jest to spotkanie. Mam nadzieję, że będzie w stanie powiedzieć mi, co muszę wiedzieć o jej tacie i gdzie był w ciągu ostatnich kilku tygodni.
        Podczas szkoły nie mam zbyt dużo czasu na myślenie o czymkolwiek, jak staram się nadrobić zaległości. Za każdym razem, kiedy opuszczam szkołę to wydaje się być dzień, w którym każdy ma mnóstwo pracy. Na chemii Jacob i ja jesteśmy w tyle, nie wspominając, że oboje kichamy w każdym miejscu, dzięki czemu wszystko robimy podwójnie, to irytujące. Harry zachowuje dystans w czasie zajęć, ale nadal uśmiecha się, co chwilę.
        Po szkole pędzę do mojej szafki i do mojego samochodu. Mam piętnaście minut, aby dostać się do motelu i porozmawiać z Melody. Parking jest zawsze napakowany, to trwa pięć minut, aby po prostu opuścić szkolne mienie. Do czasu przybycia jestem kilka minut za późno i mam nadzieję, że ona nadal tam będzie.
        Nie parkuje na parkingu przy motelu jak ostatnim razem. I muszę biegnąć na tyły. Widzę Melody za nim i spowolniam moje tempo. Ona wygląda na złą. Jej ciemne oczy są wąskie, jak ona mnie widzi. „Mówiłam ci, żebyś była tu na trzecią! Nie mamy dużo czasu", szeptem krzyczy na mnie, brzmi bardziej przerażona niż wściekła teraz.
        „Przepraszam, starałam się jak mogłam, „ mówię jej. Kiwa lekko głową, wciąż rozglądając się wokół nas. „Co możesz mi powiedzieć o swoim tacie?”
        „Co chcesz wiedzieć?”
        Co chcę wiedzieć? Tego jest dużo … Gdzie mam zacząć? „Dlaczego wciąż jesteście w mieście?” To wygląda na bardzo logiczne pytanie do zapytania.
        „Mój tata powiedział że coś mu ukradziono. Nie wiem co to jest," mówi. Jej oczy poszerzają się jak patrzy na mnie. „Nie wzięłaś tego, prawda? On jest naprawdę wściekły o to, cokolwiek to było.”
        Kręcę głową nie, chociaż ja. „Gdzie był Twój tata 16 marca?" To był dzień kiedy Claire Jones zginęła. Jeśli był w domu, ma alibi.  Gdyby nie było go w domu... A on jest na szczycie mojej listy.
        „Był poza miastem w pracy, czy coś. Nie jestem pewna, gdzie to było. Wrócił do domu następnego dnia rano, a potem wyjechaliśmy w godzinach popołudniowych, aby tu przyjechać. Wszyscy byliśmy tu od szesnastego", mówi, myśląc o tych dniach.
        Robert nie wrócił do domu do rana siedemnastego. Widziałam kogoś w domu o północy. Jeśli wyjechał tuż po tym, mógłby się być z powrotem do domu, a potem wrócić z Melody i Samanthą. Rozmawiałam z nim w nocy z siedemnastego też.
        Mam zamiar zadać kolejne pytanie, kiedy ona patrzy na zegarek. „Mój tata będzie tu za chwilę. Musisz odejść", mówi, popychając mnie.
        „Powiedz mi jeśli zdarzy się coś dziwnego lub złego, okay?” Mówię jej i ona kiwa głową, rozglądając się wokół motelu. „Odchodzę. Uważaj na siebie, okay?”
        Ponownie kiwa głową i odchodzę. Czuję się trochę dziwnie pozostawiając ją tam, z możliwością mordercy. Nie zaszkodzi jej jednak, prawda? O ile wiem, on nie ma nic przeciwko niej, ani też nie ma powodu do tego. Kręcę głową, mając nadzieję, że będzie w porządku.
        Jak wracam do swojego samochodu zauważam dziwny widok. Policjant podwozi Roberta. Siedzę nisko i przyglądam się, jak rozmawiają przez chwilę, zanim on wychodzi z samochodu. Szeryf Staton jest kierowcą. Jedzie w kierunku miasta, po tym jak Robert wchodzi do motelu.
        Policja była strasznie cicho ostatnio... Co oni robią? Kim są ich podejrzani? Wydaje się, że są oni po prostu siedzą, czekają, aż wszyscy zapomnimy o tym. Może nadszedł czas, aby zrobić trochę spojrzeć na nich, ponieważ oni te rzekome prace robią tutaj.
        Robię nieplanowany przystanek w domu Pani Dunphy. Pukam do drzwi, a ona odpowiada po chwili, wyglądając trochę lepiej niż w niedzielę. Jej siwiejące włosy są w długim warkoczu francuskim, jak to było wcześniej, ale ona teraz nosi kolorowy strój, co czyni jej wygląd nieco żywszy. "Cora. Nie spodziewałam się Twoich odwiedzin dziś" mówi, nie zdradzając żadnych oznak radości i przerażenia. Tylko neutralność.
        „Mam nadzieje że to w porządku jeśli przyszłam,” mówię, czując trochę zakłopotania o niespodziance muszę być. „Chciałam tylko zobaczyć jak się miewasz po niedzieli. Naprawdę nie chciałam z Tobą wtedy rozmawiać.”
        Ona pozwala mi wejść do środka i usiąść na jednej z kanap, a ona na krześle naprzeciwko niej. „Mam się dobrze, dziękuję. Pogrzeb przyniósł mi nowe uczucie do mnie, a ja kończę żałobę teraz. To jest czas dla mnie, aby zaakceptować prawdę, tak myślę."
        Jest Nowe poczucie pewności w niej, jak ona ponownie przejmuje kontrolę nad swoimi emocjami. „Rozmawiałam z Melody na pogrzebie. Czy u niej wszystko w porządku? Jestem pewna, że trudno stracić matkę w tak młodym wieku."
        „Ona przejdzie przez to, tak myślę. Nie sądzę, że to dobry pomysł, aby Robert miał pieczę nad nią. Mogłabym spróbować ubiegać się o opiekę ", mówi, kiwając się trochę. „To było chyba za dużo o mnie powiedziane. Nie mówisz nikomu tych informacji, prawda?"
        „Nie, oczywiście, że nie" zapewniam ją. Nie liczy Harry? Nie całkiem. On nie ma nic wspólnego z tym, a on nie powie nikomu o tym co mu powiedziałam. „Po prostu chcę się upewnić, że jesteś w porządku. Claire była bardzo piękna kobieta. Było coś w niej wyjątkowego."
        „Wiem, że nie znam Cię bardzo dobrze, ale jestem starą kobietą i nie mam wielu ludzi do rozmowy. To miło być w stanie mówić o Claire z kimś, kto ją znał," mówi. Ona kładzie dłoń na moim kolanie i ściska go trochę, dając mi mały uśmiech. Uśmiecham się i staraj się że nie czuję się winna.
       „Czy policja znalazła niczego nowego?” W końcu mam odwagę się zapytać. Ona zdejmuje rękę ode mnie i kręci głową z goryczą. Wydaje się, że naprawdę nie zrobili nic.
        "Te skurwysyny nie robią nic na ten temat. Za każdym razem pytam mówią mi ‘Jest klasyfikowany’ lub ‘Nie możemy powiedzieć, dopóki nie wykluczymy jeszcze kilka osób. Nie chcę, aby była to wskazówka na kogoś’. Co to za badziewia ", mówi, kręcąc głową. „Oni po prostu nic nie robią."
        Jak długo będą to trzymać? „To okropne usłyszeć. Żałuję, że ktokolwiek to zrobił, to po prostu nie może przyjść i być osadzony w więzieniu."
        Pani Dunphy kiwa, zgadzając się ze mną. „To było by za łatwe, nieprawdaż. Ktokolwiek to zrobił, po prostu musi przeciągnąć to i sprawić, że każdy cierpi. Po prostu straszne..."
        Jej zegar brzęczy i wskazuje czwartą. Czuję się winna za to, ale nie chcę się zostawać i więcej rozmawiać z nią o Claire. Zawsze daje mi uczucie mdłości w brzuchu. „Wygląda na to, że czas na mnie. Miło było z Tobą ponownie rozmawiać."
        „Z Tobą też, Cora. Zapraszam do zatrzymania w każdej chwili. Jestem prawie zawsze tutaj", mówi, dając mi mały uśmiech, prawie nieśmiały. Kiwam głową i przywracam uśmiech, ale czuje skruchę za to.
         Dobija mnie jedna myśl; zbadać Szeryfa Statona. On coś knuje i wygląda na to, że współpracuje z Robertem Jones. Muszę dowiedzieć się dokładnie, co to jest.

No comments:

Post a Comment

Dziękuje za poświęconą minutę i przeczytanie. Na komentarze odpowiadam pod nimi.