Friday, December 4, 2015

Chapter Thirteen: Allergies And Answers.

25 marca 2015r.
      Alergia to suka. Pojawia się każdego roku i każdego roku łapie ją nieprzewidywalnie. Nie mam sił, aby chodzić do szkoły wraz z kaszlaniem, psikaniem, katarem i załzawionymi oczami. Mój tata zadzwonił do szkoły, aby powiadomić, że jestem chora, kiedy wraca do domu na około siódmej rano, a potem zasypia w swojej sypialni.
        Nie mogę spać bardzo dobrze przez wszystkie kichanie i jego chrapanie. Życie w dupleksu oznacza, że można usłyszeć każdego cały czas. Śpię godzinę lub dwie, dopóki nie mogę polegać na internecie, aby dotrzymać mi towarzystwa na kolejne dwie godziny. I w końcu poddałam się. Lekarstwa to jest, czego potrzebuję. I niestety jest coś, czego nie mam.
        Oznacza to podróż do lekarza ponownie, co jak sądzę nie jest takie złe. Może dowiem się trochę więcej, gdy tam będę. I nie przejmuje się zmianą piżamy, po prostu chwytam kluczyki do samochodu. I zostawiam notatkę dla mojego taty w przypadku gdyby się obudził, co jest wątpliwe.
        To nie potrwa długo, aby się tam dostać. Ale będąc na spacer oznacza, że muszę czekać na każdy innych z terminów, który udzielą a nie jest ich wielu. Ale mam jeszcze czekać. Oczekiwanie trwa pełną godzinę i pół. Pociąganie nosem, w półśnie dzieci wędrujące tu i tam z zmęczonymi matkami.
        W końcu, wszyscy już poszli i jest wolne miejsce dla mnie. Terry Chapman zabiera mnie z powrotem do jednego z kilku małych pomieszczeń, patrząc jak siadam. Ona wydaje się dziś szczególnie radośnie. Lżejsza, jakoś. „Doktor Becker zaraz do Ciebie przyjdzie," mówi mi. Nie ma zamiłowania ukrywanego w jej głosie, kiedy mówi jego imię.
        Kiwam głową i odchodzi, pozwalając, by moje myśli wędrowały od nowa. Ona na pewno ma romans z nim. Ale dlaczego to ma znaczenie? Czy to ma coś wspólnego ze sprawą? Becker był tak dziwny, gdy zapytałam go o Claire... Musiało być coś się dziać z nim i nią.
        A gdzie to stawia Terry? Może ktoś tylko ze złym małżeństwem. Może, może, może…
        Drzwi otwierają się i pojawia się doktor Becker, z małym uśmiechem na jego twarzy. „Cora, wróciłaś szybko. Alergie?" On pyta. Przytakuję trochę jak pisze coś. „Więc zróbmy to szybko, dobrze? Zamykamy wcześnie w czwartki, więc będziesz ostatnia. I jestem gotowy, aby się zdrzemnąć."
        Jego uśmiech jest ciepły, jak stara się żartować. Pozwalam sobie na uprzejmy śmiech, jak wraca do pracy, sprawdzając moje zatoki i inne testy. „Chciałam zaoferować moje kondolencje w niedzielę do Ciebie o Claire", mówię, patrząc na niego w odpowiedzi.
        „Tak, cóż …” mówi, zamarł i utracił swój uśmiech. „To był trudny dzień dla każdego, tak sądzę.”
        „Widziałam Panią Chapman też. Wydawała się dość zdewastowana," wciskam, próbując go zwabić do mówienia więcej. Jego twarz przyjmuje grymas na ułamek sekundy, zanim wróci do sympatycznej. „To zabawne, ja nawet nie wiedziałem, że były blisko."
        Pisze coś innego, zanim odpowiada. „Cóż, nigdy nie można znać wszystkich", to wszystko, co mówi, kiedy podaje mi kartkę. „Oto Twoja recepta. Jestem pewien, że wiesz, co robić teraz."
        Kiwam głową i uśmiecham się jeszcze raz przed wyjściem. Coś jest nie tak. Kiedy wychodzę z gabinetu, widzę już Terry, torebka na ramieniu, jak ona jest gotowa do wyjścia. Siedzę w moim samochodzie, czekając na jej wyjście, więc mogę zobaczyć, dlaczego ona jest taka radosna.
        Doktor Becker wychodzi kilka minut po mnie, a Terry minutę lub dwie po. Za około trzydziestu sekund po Terry, pozwalam samochodowi dostać się między nami, jak ją śledzę. Mijamy szkołę podstawową, i wiem dokładnie, gdzie ona jedzie; dom Doktora Beckera.
        Pozwalając sobie zachować większą odległość, nadal ją śledzę aż do jego domu. Chciałabym pozostać dość niepozorna, więc parkuję przecznicę dalej na poboczu drogi. Nie jestem znana od dobrej oceny w przeszłości, i na pewno nie złamie mojej passy teraz. Jest otwarte okno, a ja staram się skradać się pod nim, mając nadzieję, nikt nie wyjdzie z domu i widzi mnie podglądającą.
        Oboje są w salonie, którego widok mam z okna. Mogę usłyszeć jak Becker rozmawia, swoim szorstkim tonem. „Ludzie zauważyli Twoje dziwne zachowanie podczas pogrzebu, wiesz,” mówi. „Oni już zaczynają spekulować. Co my zrobimy z tym? Co ja powinienem zrobić?”
        „Jestem pewna, że nikt ważny tego nie zauważy lub nie będzie martwił się wystarczająco, aby coś z tym zrobić", Terry odgryza się. Becker przestaje chodzić, ale ona go bije na to. „Martwisz się zbyt wiele. Nikt nie podejrzewa, że coś jest. Jesteś po prostu paranoikiem."
        Jej głos jest teraz spokojny i kojący, oznacza brzmiąco pocieszająco. To brzmi prawie jak ona mówi do dziecka. Natychmiast on się wycofuje jednak, pozwalając ręce umiejscowić się na jej talii. Mruczy coś a ja nie słyszę i czuję, że się rumienię trochę.
        Postanawiam, że nadszedł czas na mnie, aby biec z powrotem do mojego samochodu. Czy to wszystko naprawdę jest tylko o romansie? Przypuszczam, że stanowiłoby ich w trudnym położeniu... Ale jak Claire wejdzie do tego? Nie da się ukryć, że Becker zamyka się, gdy jej imię jest wymienione... Czy mógł ją zabić?
        Albo był to tylko kłótnia kochanków? Być może widział Claire i wtedy zaczął widzieć Terry. Zginęła, a teraz czuje się winny. A może on ją zabił. Istnieje motyw tam, ale nie da się udowodnić, że on i Claire byli zaangażowani. Terry byłoby bardzo zdenerwowana, tak czy inaczej. Ale nie powie policji, gdyby wiedziała, że ją zabił?
        Moje myśli są przerywane przez kichnięcie. I kolejne i kolejne. Wzięcie leku musi mieć  teraz pierwszeństwo przed teoriami spiskowymi. Jazda do apteki trwa około pięciu minut i szybko połykam dwie tabletki, mając nadzieję, że się szybko zaczną działać.
        Robię stop pod sklepem i biorę sok pomarańczowy. Zorientowałam się z powrotem, wracam do delikatesów i piekarni, gdzie słyszę rozmowę Panny Beth. Krążę wokół jednej z półek i widzę ją mówiącej do widzenia do starszego człowieka. Ona widzi mnie i pokazuje mi szczerbaty uśmiech. „Cora! Dziewczyno nie powinnaś być w szkole?"
        Zegar za nią pokazuje mi drugą czterdzieści pięć. Miałabym teraz i tak już kończyć lekcje. „Alergie", wyjaśniam. Ona kiwa głową ze współczuciem. „Pomyślałam, że można mnie rozweselić z jednym z Twoich opowiadań."
        „Mam jedną nową! Najbliżej mam jest to, że ta żmija Robert Jones," mówi, robiąc minę, jakby po prostu miała coś kwaśnego. „Dupek nie ma odwagi, by zatrzymać się w mieście z nową żoną, czyniąc bałagan, mówiąc wszystkim, że ktoś go okradł."
        Robert Jones jest jeszcze w mieście. Robert Jones jest jeszcze w mieście. Oznacza to, że Melody jest nadal w mieście. Muszę znaleźć sposób, aby spotkać się z nią wkrótce. „Powiedział to, co zostało skradzione?" Pytam, a serce wali. On wie. To musi być ważne to, jeśli wciąż tu jest. Co mam z tym zrobić?
        „Nie mam pojęcia", ona odpowiada, wciąż kręcąc głową. „Szkoda, że on po prostu nie może kupić nowych i odejść. Nie jest jeszcze tak naprawdę w mieście, a ja wciąż jest."
       Ona drży dla efektu, a ja uśmiecham się lekko. „Tylko pamiętaj, aby trzymać się z dala od niego, słyszysz mnie?" Kiwam głową i rodzaj uśmiech pojawia się na twarzy. „Dobra. Nie musisz być zamieszana w to wszystko. Teraz idź do domu i lecz się.”
        „Miło było z tobą rozmawiać", mówię, uśmiechając się jeszcze raz przed wyjściem. Kupuję sok pomarańczowy i kieruje się w stronę drzwi, kiedy słyszę moje imię jest wołane. Patrzę w górę i widzę Harry’ego podchodzącego do mnie.
        Nie mam uśmiech na początku, bo zdaję sobie sprawę, że wyglądam jak bałagan. Moje włosy są niechlujnie zrobione, co może być kokiem i może być kucyk. Wszystko, co mam na sobie jest to para elastanu i luźny t shirt. W sumie, nie planowałam widzieć dzisiaj kogoś i na pewno można to powiedzieć.
        „Nie było Cię dzisiaj w szkole", mówi, wyglądając trochę nerwowo. On ma worki pod oczami i wiem, że rano musiał mieć cholernego kaca. Kicham jak na zawołanie, a on czuje ulgę. „Chora?"
        „Alergie,” tłumaczę mu. On się znowu uśmiecha i czuje się o wiele mniej świadoma siebie. Jest trochę cicho przez chwilę z nim po prostu patrzącego na mnie, dopóki nie opamięta się.
        „Pomyślałem, że jesteś na mnie zła przez ostatnią noc, kiedy cię nie zobaczyłem", mówi trochę ciszej. "Ja napisałbym do Ciebie, ale nie mam numeru."
        Szturcham go trochę, uśmiech pojawia się na mojej twarzy. „Ty nie masz na mnie wpływu tak bardzo", mówię, a on się uśmiecha. „Nie jestem zła o ostatnią noc. Było miło Cię widzieć poza szkołą. Może następnym razem możesz być trzeźwy?"
       Uśmiecha się szerzej na wspomnienie o następnym razie. „Myślę, że mogę to zrobić. Może dasz mi swój numer, więc wiem dokładnie, kiedy być trzeźwym?" Co za głupek. Nie mogę pomóc, ale uśmiecham się jak daje mu mój numer, a on daje mi swój. „Więc będziesz z powrotem jutro w szkole?"
        Kiwam głową i uśmiecha się ponownie. Rozgląda się przez chwilę i nie widząc nikogo, patrzy się na mnie jakby chciał mnie pocałować. Dobrze czas na kichanie i przerywa mu. A ja jestem tak zawstydzona, a jednak jestem wdzięczna. Nie pocałowałam go jeszcze trzeźwego. A myśl, że robi to sprawia, że jestem trochę zdenerwowana.
        „Może nie," mówi, marszczy nos z lekkim uśmiechem. Śmieję się trochę i idę w kierunku drzwi. Panna Beth jest ma widok, z jej rogu na Harry’ego i mnie. Mam nadzieję, że jest to jedna z plotek, których nie powtórzy.
- - - - - - - - - - - - - - - - -
        Kiedy wróciłam do domu, sprawdziłam pocztę, przy założeniu, że tata tego nie zrobił. Było kilka listów, wszystko to rachunki. Schowane jest coś pod nimi jest coś nieco dziwne. Koperta z niczym a na niej moje imię. Otwieram to jak idę w kierunku drzwi.
        Jutro za motelem o 3. Przyjdź sama i bądź ostrożna.
        To oczywiste, że to jest pismo dziecięce. To Melody.

No comments:

Post a Comment

Dziękuje za poświęconą minutę i przeczytanie. Na komentarze odpowiadam pod nimi.